
DZIEJE ZAMKU
Choć zamek Bologa trafia do źródeł pisanych dopiero w 1319 roku, archeolodzy zdołali cofnąć jego historię o dobre dwa stulecia. Pod ruinami odkryto bowiem ślady starszych, drewniano-ziemnych umocnień, datowanych przypuszczalnie już na XII wiek, więc kiedy warownia wreszcie pojawia się w dokumentach, bynajmniej nie stawia pierwszych kroków. Właśnie ta wzmianka z 1319 roku wymienia Elefánti Dezső, określonego jako castellanus de Sebuswar, czyli kasztelana zamku należącego wówczas do króla
Karola I Węgierskiego
.

Tutaj przyda się krótka lekcja dynastycznej gimnastyki: Karol I, zmarły w 1342 roku, był dziadkiem Jadwigi, przyszłej królowej Polski i żony
Władysława Jagiełły
. Jego warownia w Bolodze nie służyła przy tym wyłącznie za wygodny adres dla królewskiego urzędnika. Jako siedziba lokalnej administracji w obrębie większego hrabstwa Bihar pilnowała również ważnego szlaku handlowego biegnącego
doliną Crișului Repede, czyli Szybkiego Kereszu
Szybki Keresz (węg. Sebes-Körös) to rzeka płynąca z Gór Zachodniorumuńskich przez Oradeę ku Węgrom. Nazwa nie jest poetycką przesadą — nurt naprawdę potrafi być żwawy, więc średniowieczny kupiec jadący doliną miał przynajmniej pewność, że jedna rzecz w okolicy nie będzie się ociągać.
. Wspomniany wcześniej Elefánti Dezső nie jest zresztą jedynym znanym z nazwiska zarządcą tej warowni — dwanaście lat później, w 1331 roku, funkcję kasztelana pełnił w tym miejscu niejaki Desideriu de Losoncz.

W 1393 nazwę zamku rozbudowano do castrum regis Sebes, cztery lata później pojawia się castrum Nostrum Hunyad, natomiast w 1496 zapisano go jako Hwnyadwara. Jeszcze większy wybór przynosi rok 1522, kiedy obok siebie funkcjonują Čalata, Sebeswar i Kalathazeg, zaś w 1760 spotykamy formę Sebes Varallya. Jak na jeden zamek to całkiem imponujący dorobek nazewniczy — prawie osobna genealogia, tylko zamiast potomków mamy kolejne literówki.

W 1362 roku warownię wraz z należącymi do niego dobrami podporządkowano wojewodzie Transylwanii Wojewoda Transylwanii w XIV wieku był namiestnikiem króla Węgier, rządzącym siedmioma komitatami Siedmiogrodu. Dowodził wojskiem, sądził szlachtę i pilnował królewskich interesów, więc lokalnie był człowiekiem, z którym lepiej było nie mieć zaległych spraw. Formalnie pozostawał tylko urzędnikiem monarchy, lecz król siedział w Budzie, więc codzienne zaglądanie wojewodzie przez ramię raczej odpadało. i administracji hrabstwa Cluj Hrabstwo Cluj (węg. Kolozs vármegye) było w XIV wieku jednym z siedmiu komitatów Siedmiogrodu, obejmującym okolice dzisiejszego Cluj-Napoca. Na jego czele stał ispán, podlegający wojewodzie Transylwanii, a miejscowa szlachta zajmowała się tam sądami, ziemią i pilnowaniem własnych przywilejów. „Hrabstwo” brzmi wprawdzie jak posiadłość jednego hrabiego, lecz tutaj hrabia był urzędnikiem, więc romantyczny pan na zamku odpada. , przez co Bologa coraz wyraźniej wchodziła w miejscowy system władzy. Jednym z pierwszych poświadczonych jej kasztelanów był Sophornik, wzmiankowany w 1377 roku, zapewne Niemiec niezbyt wysokiego pochodzenia, co pokazuje, że nawet w świecie obsesyjnie przywiązanym do pochodzenia zdarzało się zatrudniać kogoś przede wszystkim do roboty.

Prawdziwy ruch zaczął się jednak za panowania
Zygmunta Luksemburskiego
. To właśnie wtedy Bologa stała się częścią większej politycznej układanki, w której zamki służyły nie tylko do bronienia dolin, lecz również do wiązania ze sobą ludzi, lenn i sojuszy. W 1398 roku Zygmunt przekazał warownię
Mircei Starszemu
, (który na własnym podwórku był Mirceą cel Bătrân) władcy Wołoszczyzny i swojemu sojusznikowi przeciwko Imperium Osmańskiemu. Wraz z Bologą dostał on również
zamek Bran
— ten sam, który z
Vladem Palownikiem
łączy mniej, niż sugerują magnesy, kubki i pół rumuńskiego przemysłu pamiątkarskiego.

Ten układ nie trwał długo, ponieważ już w 1408 roku Bologa ponownie znalazła się pod władzą wojewody Transylwanii. Epizod wołoski okazał się więc krótki, choć zdążył dopisać do historii zamku kilka naprawdę znaczących nazwisk.

Pod koniec życia Zygmunt Luksemburski oddał zamek wraz z okolicznymi dobrami rodzinie Bánffych. Tym razem wybór okazał się wyjątkowo trwały: ród rozgościł się tutaj na dobre i trzymał majątek aż do połowy XX wieku, przeżywając królów, książąt, wojny i kilka całkiem nowych porządków politycznych. Z pierwszego stulecia ich rządów źródła wyławiają również zamkowych kasztelanów: Michała Marthona w 1466 roku, Mathiara Biro de Bochard w 1475, Johannesa de Almas w 1479 i Nicolae de Zarwad w 1498.

Sama własność Bánffych nie oznaczała jednak, że wszyscy wokół zamierzali ją grzecznie respektować. W pewnym momencie pod Bologę podciągnął wojewoda Transylwanii Pèter Gerèb, który najwyraźniej nie przyjechał negocjować ceny odkupu, skoro zażądał od rady Brașova dwustu strzelców i dwóch dział. Źródła skrupulatnie zapisały, czego potrzebował do oblężenia, po czym w najciekawszym miejscu nabrały wody w usta — nie wiemy nawet, czy Gerèb zdołał zamek zdobyć, czy tylko zrobił wokół niego sporo hałasu.

Kiedy po zajęciu Váradu Turcy zaczęli coraz śmielej zaglądać w stronę Cluj, Bologa niespodziewanie odzyskała trochę dawnego znaczenia. Wraz z zamkami Şimleu Silvaniei, Gilău i Săcuieni (Rumuni najwyraźniej nie projektowali tych nazw z myślą o Polakach) włączono ją do pasa warowni, które miały zatrzymać osmański pochód, zanim ten dotrze głębiej do Siedmiogrodu. Turków zatrzymać się nie udało, za to sama Bologa zwróciła na siebie wystarczająco dużo uwagi, żeby sułtan nakazał ją zrównać z ziemią.

I tu historia robi się znacznie ciekawsza, ponieważ zamek ocaliła nie odsiecz, nie heroiczna obrona i nie cud, tylko najzwyklejsza łapówka. Książę Siedmiogrodu
Michał Apafi
miał po prostu przekupić tureckich urzędników, którzy najwyraźniej uznali, że rozkaz sułtana można potraktować z pewną elastycznością. Bologa dzięki temu przetrwała, choć pod koniec XVII wieku trudno już było mówić o niej z dawnym rozmachem: część murów się rozpadła, górne kondygnacje wieży bramnej runęły, a dokument z 1687 roku wymienia na miejscu 11 najemników i jednego artylerzystę oraz służbę Bánffych. Na papierze wciąż była to twierdza; w praktyce dwunastu ludzi, z czego tylko jeden wiedział, co zrobić z armatą.

Podczas wielkiego powstania antyhabsburskiego Powstanie antyhabsburskie (1703–1711), zwane też powstaniem Rakoczego, wybuchło na Węgrzech pod wodzą Franciszka II Rakoczego, gdy podatki, cesarskie wojska i wiedeńskie rządy zaczęły miejscowym działać na nerwy jednocześnie. Kurucowie opanowali znaczną część kraju, a w 1707 roku sejm w Ónodzie posunął się nawet do detronizacji Habsburgów, co było dość stanowczym sposobem zgłoszenia uwag do monarchii. Ostatecznie powstanie padło po klęskach i epidemii dżumy, a Habsburgowie utrzymali władzę, choć po ośmiu latach wojny trudno było już udawać, że Węgrzy są zachwyceni obsługą z Wiednia. z lat 1703–1711 Bologa trafiła w sam środek konfliktu między przeciwnikami Habsburgów, zwanymi kurucami Kuruc był węgierskim powstańcem walczącym przeciw Habsburgom, najczęściej chłopem, drobnym szlachcicem albo żołnierzem, któremu cesarskie porządki zdążyły już solidnie obrzydnąć. Kurucowie tworzyli trzon armii Franciszka II Rakoczego i mieli program wyjątkowo prosty: mniej Wiednia, mniej podatków, mniej cesarskich żołnierzy na własnym podwórku. Habsburgowie widzieli w nich buntowników, oni sami w Wiedniu widzieli głównie źródło problemów, więc wzajemne sympatie rozwijały się dość ospale. , a wspierającymi cesarza labancami Labanc był węgierskim zwolennikiem Habsburgów, często żołnierzem, magnatem albo szlachcicem walczącym po stronie cesarza przeciw kurucom. Dla buntowników był po prostu swoim człowiekiem na obcej smyczy, więc samo słowo szybko stało się obelgą. Im dłużej trwały walki, tym mniej oznaczało „stronnik Wiednia”, a coraz bardziej „ten, który pomaga Habsburgom tłuc własnych rodaków”. . Ci drudzy, wywodzący się głównie z proaustriackiej magnaterii, najwyraźniej wychodzili z założenia, że uzbrojony chłop to jeszcze nieszczęście do przeżycia, lecz uzbrojony chłop z własną twierdzą to już niemal skandal ustrojowy. Kiedy więc pojawiła się groźba, że Bologa wpadnie w ręce kuruców i zacznie służyć buntownikom za punkt oporu, część jej umocnień wysadzono w powietrze — żeby przypadkiem lud pracujący nie dostał w pakiecie również fortyfikacji.

Od tej chwili wszystko poszło już z górki, niestety dosłownie. Mury szybko się rozpadały, resztki zabudowy przez pewien czas wykorzystywano jeszcze gospodarczo, lecz w połowie XVIII wieku Bologa była już pełnoprawną ruiną. Na początku XX wieku próbowano ją trochę podłatać, bardziej żeby nie rozleciała się do końca niż z ambicją przywrócenia dawnej świetności. Na porządną rewitalizację trzeba było czekać aż do 2018 roku, więc między wysadzeniem zamku a jego ratowaniem minęło dobre trzysta lat, co jak na działania konserwatorskie było tempem niemal geologicznym.

OPIS ZAMKU
W planie Bologa przypomina krzyż, choć zawdzięcza ten kształt nie pobożności budowniczych, lecz bardzo praktycznej trosce o to, z ilu stron można skutecznie bronić podejścia pod mury. Wydłużony obwód warowni zamyka od południa okrągła wieża, od północy zaś kwadratowa wieża bramna z barbakanem, zwanym zaskakująco pieszczotliwie rondellą.

Północ i południe były więc obstawione, lecz boki warowni też nie zostały bez opieki. Po obu stronach murów wysunięto bowiem łupinowe basteje artyleryjskie, jedną ku wschodowi, drugą ku zachodowi, przez co oglądana z góry Bologa dostała cztery wyraźne ramiona. Efekt wyszedł niemal nabożny, choć cała reszta tej budowli miała z miłosierdziem raczej luźny związek.

ZWIEDZANIE
Bologa uchodzi za jedną z ważniejszych warowni historycznego Siedmiogrodu, co przez lata pozostawało faktem znanym głównie ludziom, którzy mieli cierpliwość przedzierać się przez zarośla i domyślać, gdzie kończy się rumowisko, a zaczyna zamek. Rumuni najwyraźniej długo nie czuli presji, żeby coś z tym zrobić, aż w 2015 roku temat podjęła rada gminy Poieni wspólnie z Muzeum Narodowym Historii Transylwanii w Cluj. Do przedsięwzięcia dołączyły oczywiście fundusze europejskie, bez których centralna i wschodnia Europa najwyraźniej nie potrafi już uratować nawet porządnej średniowiecznej ruiny.


Prace uporządkowały teren, zabezpieczyły mury i wydobyły Bologę spod warstwy zieleni, nie próbując przy okazji udawać, że zamek nagle odzyskał wszystkie piętra, dachy i dawną świetność. Jeśli ktoś szuka polskiego odpowiednika takiej przemiany, dobrym tropem będzie
zamek Smoleń
na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. W obu przypadkach punkt wyjścia był podobny: trochę murów, dużo zieleni i zamek miejscami bardziej domyślny niż widoczny; po rewitalizacji ruina nadal została ruiną, tylko wreszcie przestała bawić się z turystą w chowanego.
Brama nie zna godzin urzędowania — zamek można zwiedzać o każdej porze dnia i nocy.


DOJAZD
Bologa leży przy trasie E60 łączącej Oradeę z Cluj-Napoką, mniej więcej w połowie drogi między oboma miastami. Niezależnie więc, z której strony jedziemy, przez dłuższy czas trzymamy się po prostu głównej szosy i dopiero w okolicy wsi warto zacząć pilnować znaków. Kiedy trafimy na drogowskaz z nazwą wsi, skręcamy na południe i żegnamy E60, mając przed sobą lokalną drogę prowadzącą przez miejscowość. Po 2,5 kilometra pojawia się niewielki cmentarz, a tuż za nim tabliczka wskazująca drogę do zamku.
Samochód najlepiej zostawić
przy sklepie spożywczym
, skąd na wzgórze prowadzi gruntowa droga. Pod sam zamek da się wprawdzie wjechać autem, tylko że zwykła osobówka może po drodze zostawić tam kawałek zawieszenia, trochę godności kierowcy i bardzo szybko odebrać mu ochotę na dalsze zwiedzanie.
ZAMKI W RUMUNII
- Târgu Mureş – cetatea medievală, 163 km
- Belin – biserica fortificata, 301 km
- Braşov – cetăţuia de pe Strajă, 325 km
- Bran – castelul Bran, 350 km
LITERATURA
- www.welcometoromania.eu
- clujtourism.ro
- ro.wikipedia.org
- cluj.com
- www.friendschoices.com
- www.hungarianottomanwars.com
- A. M. Gruia: Cetatea de la Bologa
- B. Fodor: Probleme de punere în valoare şi reconstrucţie a castrului roman şi a cetăţii medievale de la Bologa, Transsylvania Nostra 4/2016