BOLOGA

cetatea Bologa

W BOLODZE ŚREDNIOWIECZE NIE PRZETRWAŁO W KOMPLECIE, LECZ ZOSTAWIŁO WYSTARCZAJĄCO DUŻO KAMIENIA, ŻEBY WARTO BYŁO WDRAPAĆ SIĘ POD GÓRĘ I SPRAWDZIĆ RESZTĘ

DZIEJE ZAMKU


Choć za­mek Bo­lo­ga tra­fia do źró­deł pi­sa­nych do­pie­ro w 1319 ro­ku, ar­che­o­lo­dzy zdo­ła­li cof­nąć je­go hi­sto­rię o do­bre dwa stu­le­cia. Pod ru­ina­mi od­kry­to bo­wiem śla­dy star­szych, drew­nia­no-ziem­nych umoc­nień, da­to­wa­nych przy­pusz­czal­nie już na XII wiek, więc kie­dy wa­row­nia wresz­cie po­ja­wia się w do­ku­men­tach, by­naj­mniej nie sta­wia pierw­szych kro­ków. Właś­nie ta wzmi­an­ka z 1319 ro­ku wy­mie­nia Ele­fán­ti De­zső, okre­ślo­ne­go ja­ko ca­stel­la­nus de Se­bus­war, czy­li kasz­te­la­na zam­ku na­le­żą­ce­go wów­czas do kró­la Ka­ro­la I Wę­gier­skie­go .

DOPIERO WIDOK Z GÓRY UJAWNIA CAŁY UROK BOLOGI, GDZIE MURY PROWADZĄ WŁASNĄ ROZMOWĘ Z TERENEM I NIESPECJALNIE INTERESUJE JE SYMETRIA

Tu­taj przy­da się krót­ka lek­cja dy­na­stycz­nej gim­na­sty­ki: Ka­rol I, zmar­ły w 1342 ro­ku, był dziad­kiem Ja­dwi­gi, przy­szłej kró­lo­wej Pol­ski i żo­ny Wła­dy­sła­wa Ja­gieł­ły . Je­go wa­row­nia w Bo­lo­dze nie słu­ży­ła przy tym wy­łącz­nie za wy­god­ny ad­res dla kró­lew­skie­go urzęd­ni­ka. Ja­ko sie­dzi­ba lo­kal­nej ad­mi­ni­stra­cji w ob­rę­bie więk­sze­go hrab­stwa Bi­har pil­no­wa­ła rów­nież waż­ne­go szla­ku han­dlo­we­go bie­gną­ce­go do­li­ną Crișu­lui Re­pe­de, czy­li Szyb­kie­go Ke­re­szu Szybki Keresz (węg. Sebes-Körös) to rzeka płynąca z Gór Zachodniorumuńskich przez Oradeę ku Węgrom. Nazwa nie jest poetycką przesadą — nurt naprawdę potrafi być żwawy, więc średniowieczny kupiec jadący doliną miał przynajmniej pewność, że jedna rzecz w okolicy nie będzie się ociągać. . Wspo­mnia­ny wcześ­niej Ele­fán­ti De­zső nie jest zresz­tą je­dy­nym zna­nym z na­zwi­ska za­rząd­cą tej wa­row­ni — dwa­na­ście lat póź­niej, w 1331 ro­ku, funk­cję kasz­te­la­na peł­nił w tym miej­scu nie­ja­ki De­si­de­riu de Lo­soncz.

DOLINĄ SZYBKIEGO KERESZU WIÓDŁ SZLAK, KTÓRYM KUPCY Z TOWAREM CIĄGNĘLI, WAROWNIA ZAŚ NAD NIM STRAŻ TRZYMAŁA. I SŁUSZNIE, GDYŻ GDZIE KUPIEC, TAM SAKIEWKA, GDZIE SAKIEWKA — TAM WŁADZA NAGLE WZROK MA SOKOLI.

Z na­zwą wa­row­ni przez stu­le­cia ob­cho­dzo­no się dość swo­bod­nie, choć przez więk­szość cza­su trzy­ma­no się przy­naj­mniej te­go sa­me­go rdze­nia. W 1319 ro­ku po­ja­wia się Se­bus­war, pięć lat póź­niej Se­pus­war, na­stęp­nie w 1329 Se­bes­war, więc już trzy pierw­sze wzmi­an­ki po­ka­zu­ją, że śred­nio­wiecz­na pi­sow­nia nazw wła­snych po­zo­sta­wia­ła skry­bom cał­kiem sze­ro­kie po­le do ma­new­ru.

W 1393 na­zwę zam­ku roz­bu­do­wa­no do ca­strum re­gis Se­bes, czte­ry la­ta póź­niej po­ja­wia się ca­strum No­strum Hu­nyad, na­to­miast w 1496 za­pi­sa­no go ja­ko Hwnyad­wa­ra. Jesz­cze więk­szy wy­bór przy­no­si rok 1522, kie­dy obok sie­bie funk­cjo­nu­ją Ča­la­ta, Se­bes­war i Ka­la­thazeg, zaś w 1760 spo­ty­ka­my for­mę Se­bes Va­rallya. Jak na je­den za­mek to cał­kiem im­po­nu­ją­cy do­ro­bek na­zew­ni­czy — pra­wie osob­na ge­ne­a­lo­gia, tyl­ko za­miast po­tom­ków ma­my ko­lej­ne li­te­rów­ki.

I WIDAĆ STĄD GÓRY, LASY I DROGI, KTÓRYMI LUDZIE Z DOBREM SWYM CIĄGNĘLI, U STÓP ZAŚ MURY WAROWNI, CO NAD OKOLICĄ STRAŻ TRZYMAŁA. PIĘKNY WIDOK PAN BÓG DAŁ, PANOWIE ZAŚ RYCHŁO POJĘLI, IŻ Z PIĘKNA TAKIEGO UŻYTEK UCZYNIĆ MOŻNA.

W 1362 ro­ku wa­row­nię wraz z na­le­żą­cy­mi do nie­go do­bra­mi pod­po­rząd­ko­wa­no wo­je­wo­dzie Tran­syl­wa­nii Wojewoda Transylwanii w XIV wieku był namiestnikiem króla Węgier, rządzącym siedmioma komitatami Siedmiogrodu. Dowodził wojskiem, sądził szlachtę i pilnował królewskich interesów, więc lokalnie był człowiekiem, z którym lepiej było nie mieć zaległych spraw. Formalnie pozostawał tylko urzędnikiem monarchy, lecz król siedział w Budzie, więc codzienne zaglądanie wojewodzie przez ramię raczej odpadało. i ad­mi­ni­stra­cji hrab­stwa Cluj Hrabstwo Cluj (węg. Kolozs vármegye) było w XIV wieku jednym z siedmiu komitatów Siedmiogrodu, obejmującym okolice dzisiejszego Cluj-Napoca. Na jego czele stał ispán, podlegający wojewodzie Transylwanii, a miejscowa szlachta zajmowała się tam sądami, ziemią i pilnowaniem własnych przywilejów. „Hrabstwo” brzmi wprawdzie jak posiadłość jednego hrabiego, lecz tutaj hrabia był urzędnikiem, więc romantyczny pan na zamku odpada. , przez co Bo­lo­ga co­raz wy­raź­niej wcho­dzi­ła w miej­sco­wy sys­tem wła­dzy. Jed­nym z pierw­szych po­świad­czo­nych jej kasz­te­la­nów był So­phor­nik, wzmi­an­ko­wa­ny w 1377 ro­ku, za­pew­ne Nie­miec nie­zbyt wy­so­kie­go po­cho­dze­nia, co po­ka­zu­je, że na­wet w świe­cie ob­se­syj­nie przy­wią­za­nym do po­cho­dze­nia zda­rza­ło się za­trud­niać ko­goś przede wszyst­kim do ro­bo­ty.

ZAMEK W 1940 ROKU, OGLĄDANY Z PODWÓRKA, NA KTÓRYM ŻYCIE WYRAŹNIE NIE MIAŁO CZASU ZAJMOWAĆ SIĘ ROMANTYZMEM RUIN

Praw­dzi­wy ruch za­czął się jed­nak za pa­no­wa­nia Zyg­mun­ta Luk­sem­bur­skie­go . To właś­nie wte­dy Bo­lo­ga sta­ła się czę­ścią więk­szej po­li­tycz­nej ukła­dan­ki, w któ­rej zam­ki słu­ży­ły nie tyl­ko do bro­nie­nia do­lin, lecz rów­nież do wią­za­nia ze so­bą lu­dzi, lenn i so­ju­szy. W 1398 ro­ku Zyg­munt prze­ka­zał wa­row­nię Mir­cei Star­sze­mu , (któ­ry na wła­snym po­dwór­ku był Mir­ceą cel Bă­trân) wład­cy Wo­łosz­czy­zny i swo­je­mu so­jusz­ni­ko­wi prze­ciw­ko Im­pe­rium Osmań­skie­mu. Wraz z Bo­lo­gą do­stał on rów­nież za­mek Bran — ten sam, któ­ry z Vla­dem Pa­low­ni­kiem łą­czy mniej, niż su­ge­ru­ją ma­gne­sy, kub­ki i pół ru­muń­skie­go prze­my­słu pa­miąt­kar­skie­go.

ARTYSTYCZNA WIZJA ZAMKU W BOLODZE, KTÓRA Z UKŁADEM RUIN NIE ZAWSZE GRA DO JEDNEJ BRAMKI, ALE PRZY REKONSTRUKCJACH WYOBRAŹNIA OD DAWNA MA WŁASNY KLUCZ DO ZAMKU

Ten układ nie trwał dłu­go, po­nie­waż już w 1408 ro­ku Bo­lo­ga po­now­nie zna­laz­ła się pod wła­dzą wo­je­wo­dy Tran­syl­wa­nii. Epi­zod wo­ło­ski oka­zał się więc krót­ki, choć zdą­żył do­pi­sać do hi­sto­rii zam­ku kil­ka na­praw­dę zna­czą­cych na­zwisk.

NA FOTOGRAFII Z 1955 ROKU WIEŻA WCIĄŻ PARADUJE W STOŻKOWATEJ CZAPIE, JAKBY RUINA RUINĄ, LECZ Z GOŁĄ GŁOWĄ POKAZYWAĆ SIĘ NIE WYPADAŁO

Pod ko­niec ży­cia Zyg­munt Luk­sem­bur­ski od­dał za­mek wraz z oko­licz­ny­mi do­bra­mi ro­dzi­nie Bán­ffych. Tym ra­zem wy­bór oka­zał się wy­jąt­ko­wo trwa­ły: ród roz­go­ścił się tu­taj na do­bre i trzy­mał ma­ją­tek aż do po­ło­wy XX wie­ku, prze­ży­wa­jąc kró­lów, ksią­żąt, woj­ny i kil­ka cał­kiem no­wych po­rząd­ków po­li­tycz­nych. Z pierw­sze­go stu­le­cia ich rzą­dów źród­ła wy­ła­wia­ją rów­nież zam­ko­wych kasz­te­la­nów: Mi­cha­ła Mar­tho­na w 1466 ro­ku, Ma­thi­a­ra Bi­ro de Bo­chard w 1475, Jo­han­ne­sa de Al­mas w 1479 i Ni­co­lae de Zar­wad w 1498.

OD 1433 ROKU PRZEZ DZIEDZINIEC PRZEWINĘŁY SIĘ KOLEJNE POKOLENIA BÁNFFYCH, Z CAŁYM RODZINNYM BAGAŻEM DZIEDZICZENIA, MAŁŻEŃSTW, KŁÓTNI I UPRZEJMEGO CZEKANIA, AŻ KTOŚ WRESZCIE UMRZE

Sa­ma wła­sność Bán­ffych nie ozna­cza­ła jed­nak, że wszy­scy wo­kół za­mie­rza­li ją grzecz­nie re­spek­to­wać. W pew­nym mo­men­cie pod Bo­lo­gę pod­cią­gnął wo­je­wo­da Tran­syl­wa­nii Pè­ter Ge­rèb, któ­ry naj­wy­raź­niej nie przy­je­chał ne­go­cjo­wać ce­ny od­ku­pu, sko­ro za­żą­dał od ra­dy Bra­șo­va dwu­stu strzel­ców i dwóch dział. Źród­ła skru­pu­lat­nie za­pi­sa­ły, cze­go po­trze­bo­wał do ob­lę­że­nia, po czym w naj­cie­kaw­szym miej­scu na­bra­ły wo­dy w usta — nie wie­my na­wet, czy Ge­rèb zdo­łał za­mek zdo­być, czy tyl­ko zro­bił wo­kół nie­go spo­ro ha­ła­su.

BASTEJA W BOLODZE: LONT! OGNIA! PRZEŁADOWAĆ! JESZCZE RAZ!, PÓKI POD MUREM COŚ SIĘ RUSZA

Kie­dy po za­ję­ciu Vá­ra­du Tur­cy za­czę­li co­raz śmie­lej za­glą­dać w stro­nę Cluj, Bo­lo­ga nie­spo­dzie­wa­nie od­zy­ska­ła tro­chę daw­ne­go zna­cze­nia. Wraz z zam­ka­mi Şim­leu Sil­va­niei, Gi­lău i Să­cu­ieni (Ru­mu­ni naj­wy­raź­niej nie pro­jek­to­wa­li tych nazw z my­ślą o Po­la­kach) włą­czo­no ją do pa­sa wa­row­ni, któ­re mia­ły za­trzy­mać osmań­ski po­chód, za­nim ten do­trze głę­biej do Sied­mio­gro­du. Tur­ków za­trzy­mać się nie uda­ło, za to sa­ma Bo­lo­ga zwró­ci­ła na sie­bie wy­star­cza­ją­co du­żo uwa­gi, że­by suł­tan na­ka­zał ją zrów­nać z zie­mią.

BOLOGA NA PRZEKROJU PREZENTUJE SIĘ NIEMAL ZGODNIE Z ŻYCZENIEM SUŁTANA, CHOĆ REALIZACJA ZLECENIA PRZECIĄGNĘŁA SIĘ O KILKA STULECI

I tu hi­sto­ria ro­bi się znacz­nie cie­kaw­sza, po­nie­waż za­mek oca­li­ła nie od­siecz, nie he­ro­icz­na obro­na i nie cud, tyl­ko naj­zwy­klej­sza ła­pów­ka. Ksią­żę Sied­mio­gro­du Mi­chał Apa­fi miał po pro­stu prze­ku­pić tu­rec­kich urzęd­ni­ków, któ­rzy naj­wy­raź­niej uzna­li, że roz­kaz suł­ta­na moż­na po­trak­to­wać z pew­ną ela­stycz­no­ścią. Bo­lo­ga dzię­ki te­mu prze­trwa­ła, choć pod ko­niec XVII wie­ku trud­no już by­ło mó­wić o niej z daw­nym roz­ma­chem: część mu­rów się roz­pad­ła, gór­ne kon­dy­gna­cje wie­ży bram­nej ru­nę­ły, a do­ku­ment z 1687 ro­ku wy­mie­nia na miej­scu 11 na­jem­ni­ków i jed­ne­go ar­ty­le­rzy­stę oraz służ­bę Bán­ffych. Na pa­pie­rze wciąż by­ła to twier­dza; w prak­ty­ce dwu­na­stu lu­dzi, z cze­go tyl­ko je­den wie­dział, co zro­bić z ar­ma­tą.

W ROKU 1709 WIEŻE BOLOGI JESZCZE KU NIEBU STAŁY, CHOĆ NIE WSZYSTKIE TAK WYSOKO JAK DRZEWIEJ; SZCZĘŚLIWIE DLA ZAMKU, TURCZYN URZĘDNIKI SWE MIAŁ RÓWNIE PODATNE NA ZŁOTO, JAK INNI LUDZIE NA GRZECH

Pod­czas wiel­kie­go po­wsta­nia an­ty­habs­bur­skie­go Powstanie antyhabsburskie (1703–1711), zwane też powstaniem Rakoczego, wybuchło na Węgrzech pod wodzą Franciszka II Rakoczego, gdy podatki, cesarskie wojska i wiedeńskie rządy zaczęły miejscowym działać na nerwy jednocześnie. Kurucowie opanowali znaczną część kraju, a w 1707 roku sejm w Ónodzie posunął się nawet do detronizacji Habsburgów, co było dość stanowczym sposobem zgłoszenia uwag do monarchii. Ostatecznie powstanie padło po klęskach i epidemii dżumy, a Habsburgowie utrzymali władzę, choć po ośmiu latach wojny trudno było już udawać, że Węgrzy są zachwyceni obsługą z Wiednia. z lat 1703–1711 Bo­lo­ga tra­fi­ła w sam śro­dek kon­flik­tu mię­dzy prze­ciw­ni­ka­mi Habs­bur­gów, zwa­ny­mi ku­ru­ca­mi Kuruc był węgierskim powstańcem walczącym przeciw Habsburgom, najczęściej chłopem, drobnym szlachcicem albo żołnierzem, któremu cesarskie porządki zdążyły już solidnie obrzydnąć. Kurucowie tworzyli trzon armii Franciszka II Rakoczego i mieli program wyjątkowo prosty: mniej Wiednia, mniej podatków, mniej cesarskich żołnierzy na własnym podwórku. Habsburgowie widzieli w nich buntowników, oni sami w Wiedniu widzieli głównie źródło problemów, więc wzajemne sympatie rozwijały się dość ospale. , a wspie­ra­ją­cy­mi ce­sa­rza la­ban­ca­mi Labanc był węgierskim zwolennikiem Habsburgów, często żołnierzem, magnatem albo szlachcicem walczącym po stronie cesarza przeciw kurucom. Dla buntowników był po prostu swoim człowiekiem na obcej smyczy, więc samo słowo szybko stało się obelgą. Im dłużej trwały walki, tym mniej oznaczało „stronnik Wiednia”, a coraz bardziej „ten, który pomaga Habsburgom tłuc własnych rodaków”. . Ci dru­dzy, wy­wo­dzą­cy się głów­nie z pro­au­striac­kiej ma­gna­te­rii, naj­wy­raź­niej wy­cho­dzi­li z za­ło­że­nia, że uzbro­jo­ny chłop to jesz­cze nie­szczę­ście do prze­ży­cia, lecz uzbro­jo­ny chłop z wła­sną twier­dzą to już nie­mal skan­dal ustro­jo­wy. Kie­dy więc po­ja­wi­ła się groź­ba, że Bo­lo­ga wpad­nie w rę­ce ku­ru­ców i za­cznie słu­żyć bun­tow­ni­kom za punkt opo­ru, część jej umoc­nień wy­sa­dzo­no w po­wie­trze — że­by przy­pad­kiem lud pra­cu­ją­cy nie do­stał w pa­kie­cie rów­nież for­ty­fi­ka­cji.

XIX-WIECZNY WIDOK BOLOGI Z CHŁOPKĄ I KROWAMI NA PIERWSZYM PLANIE, CZYLI LUD PRACUJĄCY WRESZCIE DOKŁADNIE TAM, GDZIE LABANCE LUBILI GO WIDZIEĆ

Od tej chwi­li wszyst­ko po­szło już z gór­ki, nie­ste­ty do­słow­nie. Mu­ry szyb­ko się roz­pa­da­ły, reszt­ki za­bu­do­wy przez pe­wien czas wy­ko­rzy­sty­wa­no jesz­cze go­spo­dar­czo, lecz w po­ło­wie XVIII wie­ku Bo­lo­ga by­ła już peł­no­praw­ną ru­iną. Na po­cząt­ku XX wie­ku pró­bo­wa­no ją tro­chę pod­ła­tać, bar­dziej że­by nie roz­le­cia­ła się do koń­ca niż z am­bi­cją przy­wró­ce­nia daw­nej świet­no­ści. Na po­rząd­ną re­wi­ta­li­za­cję trze­ba by­ło cze­kać aż do 2018 ro­ku, więc mię­dzy wy­sa­dze­niem zam­ku a je­go ra­to­wa­niem mi­nę­ło do­bre trzy­sta lat, co jak na dzia­ła­nia kon­ser­wa­tor­skie by­ło tem­pem nie­mal geo­lo­gicz­nym.

BOLOGA W 1903 ROKU – MURY SIĘ SYPIĄ, WIEŻE ŁYSIEJĄ, JEDNA TYLKO ZACHOWAŁA CZAPECZKĘ I RESZTKI PRZEKONANIA, ŻE JESZCZE NIE CZAS WYGLĄDAĆ JAK ZWYKŁY STOS KAMIENI

OPIS ZAMKU


W pla­nie Bo­lo­ga przy­po­mi­na krzyż, choć za­wdzię­cza ten kształt nie po­boż­no­ści bu­dow­ni­czych, lecz bar­dzo prak­tycz­nej tro­sce o to, z ilu stron moż­na sku­tecz­nie bro­nić po­dej­ścia pod mu­ry. Wy­dłu­żo­ny ob­wód wa­row­ni za­my­ka od po­łu­dnia okrą­gła wie­ża, od pół­no­cy zaś kwa­dra­to­wa wie­ża bram­na z bar­ba­ka­nem, zwa­nym za­ska­ku­ją­co piesz­czot­li­wie ron­del­lą.

BOLOGA ROZŁOŻYŁA SIĘ W KRZYŻ JAK ZAMEK, KTÓRY W KAŻDĄ STRONĘ WYSYŁA WŁASNĄ DAWKĘ PODEJRZLIWOŚCI: OKRĄGŁY DONŻON NA POŁUDNIU, WIEŻA BRAMNA Z RONDELLĄ NA PÓŁNOCY, DWIE ŁUPINOWE BASTEJE PO BOKACH I BASTION PRZY BRAMIE.

Pół­noc i po­łu­dnie by­ły więc ob­sta­wio­ne, lecz bo­ki wa­row­ni też nie zo­sta­ły bez opie­ki. Po obu stro­nach mu­rów wy­su­nię­to bo­wiem łu­pi­no­we ba­ste­je ar­ty­le­ryj­skie, jed­ną ku wscho­do­wi, dru­gą ku za­cho­do­wi, przez co oglą­da­na z gó­ry Bo­lo­ga do­sta­ła czte­ry wy­raź­ne ra­mio­na. Efekt wy­szedł nie­mal na­boż­ny, choć ca­ła resz­ta tej bu­do­wli mia­ła z mi­ło­sier­dziem ra­czej luź­ny zwią­zek.

BASTEJA NA ZACHÓD, ARMATA NA GOŚCI — BOLOGA NIE SŁYNĘŁA Z NADMIARU GOŚCINNOŚCI

ZWIEDZANIE


Bo­lo­ga ucho­dzi za jed­ną z waż­niej­szych wa­row­ni hi­sto­rycz­ne­go Sied­mio­gro­du, co przez la­ta po­zo­sta­wa­ło fak­tem zna­nym głów­nie lu­dziom, któ­rzy mie­li cier­pli­wość prze­dzie­rać się przez za­ro­śla i do­my­ślać, gdzie koń­czy się ru­mo­wi­sko, a za­czy­na za­mek. Ru­mu­ni naj­wy­raź­niej dłu­go nie czu­li pre­sji, że­by coś z tym zro­bić, aż w 2015 ro­ku te­mat pod­ję­ła ra­da gmi­ny Po­ie­ni wspól­nie z Mu­ze­um Na­ro­do­wym Hi­sto­rii Tran­syl­wa­nii w Cluj. Do przed­się­wzię­cia do­łą­czy­ły oczy­wi­ście fun­du­sze eu­ro­pej­skie, bez któ­rych cen­tral­na i wschod­nia Eu­ro­pa naj­wy­raź­niej nie po­tra­fi już ura­to­wać na­wet po­rząd­nej śred­nio­wiecz­nej ru­iny.

WIDOKI SPRZED 2015 ROKU UCHWYCIŁY BOLOGĘ W OSTATNIEJ CHWILI, GDY ZANIEDBANIE WCIĄŻ WYGLĄDAŁO BARDZIEJ ROMANTYCZNIE NIŻ ALARMUJĄCO

Pra­ce upo­rząd­ko­wa­ły te­ren, za­bez­pie­czy­ły mu­ry i wy­do­by­ły Bo­lo­gę spod war­stwy zie­le­ni, nie pró­bu­jąc przy oka­zji uda­wać, że za­mek na­gle od­zy­skał wszyst­kie pię­tra, da­chy i daw­ną świet­ność. Je­śli ktoś szu­ka pol­skie­go od­po­wied­ni­ka ta­kiej prze­mia­ny, do­brym tro­pem bę­dzie za­mek Smo­leń na Ju­rze Kra­kow­sko-Czę­sto­chow­skiej. W obu przy­pad­kach punkt wyj­ścia był po­dob­ny: tro­chę mu­rów, du­żo zie­le­ni i za­mek miej­sca­mi bar­dziej do­myśl­ny niż wi­docz­ny; po re­wi­ta­li­za­cji ru­ina na­dal zo­sta­ła ru­iną, tyl­ko wresz­cie prze­sta­ła ba­wić się z tu­ry­stą w cho­wa­ne­go.

Bra­ma nie zna go­dzin urzę­do­wa­nia — za­mek moż­na zwie­dzać o każ­dej po­rze dnia i no­cy.

PO REWITALIZACJI BOLOGA WRESZCIE POKAZAŁA, ILE JEJ NAPRAWDĘ ZOSTAŁO, CHOĆ PRZY OKAZJI ZOSTAŁA WYSZOROWANA Z ROMANTYZMU NIEMAL DO GOŁEGO KAMIENIA

DOJAZD


Bo­lo­ga le­ży przy tra­sie E60 łą­czą­cej Ora­deę z Cluj-Na­po­ką, mniej wię­cej w po­ło­wie dro­gi mię­dzy obo­ma mia­sta­mi. Nie­za­leż­nie więc, z któ­rej stro­ny je­dzie­my, przez dłuż­szy czas trzy­ma­my się po pro­stu głów­nej szo­sy i do­pie­ro w oko­li­cy wsi war­to za­cząć pil­no­wać zna­ków. Kie­dy tra­fi­my na dro­go­wskaz z na­zwą wsi, skrę­ca­my na po­łu­dnie i że­gna­my E60, ma­jąc przed so­bą lo­kal­ną dro­gę pro­wa­dzą­cą przez miej­sco­wość. Po 2,5 ki­lo­me­tra po­ja­wia się nie­wiel­ki cmen­tarz, a tuż za nim ta­blicz­ka wska­zu­ją­ca dro­gę do zam­ku.

Sa­mo­chód naj­le­piej zo­sta­wić przy skle­pie spo­żyw­czym , skąd na wzgó­rze pro­wa­dzi grun­to­wa dro­ga. Pod sam za­mek da się wpraw­dzie wje­chać au­tem, tyl­ko że zwy­kła oso­bów­ka mo­że po dro­dze zo­sta­wić tam ka­wa­łek za­wie­sze­nia, tro­chę god­no­ści kie­row­cy i bar­dzo szyb­ko ode­brać mu ocho­tę na dal­sze zwie­dza­nie.

ZAMKI W RUMUNII


LITERATURA


  1. www.welcometoromania.eu
  2. clujtourism.ro
  3. ro.wikipedia.org
  4. cluj.com
  5. www.friendschoices.com
  6. www.hungarianottomanwars.com
  7. A. M. Gruia: Ce­ta­tea de la Bo­lo­ga
  8. B. Fodor: Pro­ble­me de pu­ne­re în va­lo­are şi re­con­stru­cţie a cas­tru­lui ro­man şi a cetăţii me­die­va­le de la Bo­lo­ga, Trans­syl­va­nia No­stra 4/2016



  9. Chcesz odsłuchać? Kliknij [⋮] na pasku przeglądarki → Odsłuchaj tę stronę.