GRAM

Gram Slot

BAJKOWY INWENTARZ WYPADA TU DOŚĆ SKROMNIE: ZERO WIEŻ, ZERO BLANKÓW, ZERO KSIĘŻNICZEK, ZA TO DUŃSKIEJ SOLIDNOŚCI NALICZONO CAŁY ZAMEK

DZIEJE ZAMKU


Gram ma na kar­ku znacz­nie wię­cej lat, niż mo­gło­by się wy­da­wać, pa­trząc na sto­ją­cy tu dziś za­mek. W ofi­cjal­nych pa­pie­rach miej­sco­wość po­ja­wia się już w 1231 ro­ku ja­ko ma­ją­tek kró­lew­ski, wy­god­nie usa­do­wio­ny przy klu­czo­wym szla­ku z Ha­der­slev do Ri­be. W XIV wie­ku funk­cjo­no­wa­ła tu peł­no­praw­na wa­row­nia, wpa­ko­wa­na po uszy w burz­li­we prze­py­chan­ki mię­dzy duń­ską ko­ro­ną, ksią­żę­ta­mi Szle­zwi­ku a hra­bia­mi hol­sztyń­ski­mi. Gdzie do­kład­nie znaj­do­wał się ten przy­by­tek? To jed­no z tych py­tań, któ­re wciąż wi­szą w obie­gu i do dziś nie ma ja­sno­ści, czy obec­ny za­mek stoi w jej miej­scu, czy hi­sto­ria po­zwo­li­ła so­bie na drob­ną ko­rek­tę po­ło­że­nia.

DZISIAJ MOŻEMY PODZIWIAĆ ZAMEK Z LOTU PTAKA, ALE NAWET TAKA PERSPEKTYWA NIE POMAGA USTALIĆ, CZY XIV-WIECZNA WAROWNIA MIAŁA POD SOBĄ DOKŁADNIE TEN SAM KAWAŁEK JUTLANDII

Mgła ta­jem­ni­cy za­czy­na się roz­cho­dzić do­pie­ro pod ko­niec XV wie­ku, a hi­sto­ria wresz­cie ru­sza z miej­sca, kie­dy w 1467 ro­ku Gram prze­cho­dzi do no­we­go wła­ści­cie­la dzię­ki mał­żeń­skiej ukła­dan­ce: So­phie Bjørn, cór­ka Jo­aki­ma, wno­si ca­ły ma­ją­tek ja­ko po­sag i od te­go mo­men­tu to Dit­lev Re­vent­low wy­zna­cza kie­ru­nek je­go dal­szych dzie­jów. To naj­pew­niej za cza­sów tej ro­dzi­ny re­zy­den­cję prze­nie­sio­no na uro­kli­wą wy­spę na je­zio­rze zam­ko­wym i po­sta­wio­no pierw­sze mu­ry, z któ­rych część stoi do dziś. Któ­ry kon­kret­nie Re­vent­low miał w so­bie ty­le za­cię­cia bu­dow­la­ne­go i kie­dy do­kład­nie ru­szy­ły ło­pa­ty – o tym kro­ni­kar­ska skru­pu­lat­ność zno­wu wo­li mil­czeć, że­by przy­pad­kiem nie prze­mę­czyć czy­tel­ni­ka.

BIAŁO-CZERWONA TARCZA WYGLĄDA JESZCZE CAŁKIEM POWŚCIĄGLIWIE, DOPÓKI WZROK NIE DOTRZE DO HEŁMU I HERALDYCZNEJ FRYZURY GODNEJ OSOBNEGO HERBU — OD 1467 ROKU ZNAK TEN NALEŻAŁ DO NOWYCH PANÓW GRAM

Po Dit­le­vie wło­ści prze­jął oko­ło 1475 ro­ku Jo­achim, a po nim Jo­han Re­vent­low, któ­ry rzą­dził tu twar­dą rę­ką przez do­bre czte­ry de­ka­dy. W po­ło­wie XVI wie­ku po­sta­no­wił on wresz­cie ze­rwać z mro­cznym śred­nio­wie­czem: po­sze­rzył cia­sne strzel­ni­ce i wpu­ścił w mu­ry tro­chę słoń­ca, prze­bu­do­wał wschod­nie skrzy­dło i po­nu­ry, póź­no­go­tyc­ki dom wresz­cie za­czął przy­po­mi­nać god­ną, re­ne­san­so­wą sie­dzi­bę wiel­kie­go ro­du. W tym sa­mym stu­le­ciu wo­kół zam­ku za­czę­to ko­pać sta­wy ryb­ne, zmie­nia­jąc su­ro­wą fo­sę na po­ryw­czych są­sia­dów w kosz­tow­ny re­kwi­zyt do bu­do­wa­nia pre­sti­żu.

KIEDY JOHAN REVENTLOW PRZERABIAŁ PONURĄ WAROWNIĘ NA GODNĄ SIEDZIBĘ RODOWĄ, RÓWNIEŻ FOSA DOSTAŁA AWANS — Z URZĄDZENIA OBRONNEGO NA CAŁKIEM EFEKTOWNĄ OPRAWĘ REZYDENCJI

Po Jo­han­nie wło­ści prze­ję­ła je­go cór­ka An­na Re­vent­low, wy­cią­ga­jąc ma­ją­tek z rąk wła­sne­go ro­du i prze­ka­zu­jąc go na ta­cy mę­żo­wi, Dit­le­vo­wi Buch­wal­do­wi. Tym spo­so­bem skoń­czy­ła się stu­let­nia epo­ka Re­vent­lo­wów, a na zam­ku roz­go­ści­ła się hol­sztyń­ska ro­dzi­na Buch­wal­dów. W 1585 ro­ku, w ra­mach tra­dy­cyj­ne­go, ro­dzin­ne­go po­szar­py­wa­nia ma­jąt­ku, Gram przy­padł ich sy­no­wi Chri­stof­fe­ro­wi, po któ­rym pa­łecz­kę prze­jął ko­lej­ny Dit­lev. No­wy pan wo­lał kon­kret od wo­jen­nej chwa­ły i wdro­żył no­wo­czes­ny mo­del z Hol­szty­nu: wy­spe­cja­li­zo­wa­ne go­spo­dar­stwo mle­czar­skie, po­ka­zu­jąc, że praw­dzi­wy ma­gnat nie wsty­dzi się za­pa­chu obo­ry, o ile pach­nie ona czy­stym zy­skiem.

KULE WPROWADZAJĄ DO ZAMKOWEGO OGRODU ODROBINĘ TAJEMNICY — GŁÓWNIE PYTANIE, CZY TO SZTUKA, DEKORACJA, CZY BARDZO ELEGANCKI BRAK LEPSZEGO POMYSŁU

Ty­le, że ten mlecz­ny in­te­res wca­le nie ura­to­wał mu skó­ry. Pa­smo kosz­mar­nych de­cy­zji fi­nan­so­wych Dit­le­va w po­łą­cze­niu z woj­na­mi, któ­re prze­to­czy­ły się przez Szle­zwik, szyb­ko spro­wa­dzi­ło ma­ją­tek na skraj ban­kruc­twa. W 1638 ro­ku pę­tla dłu­gów za­ci­snę­ła się na ty­le moc­no, że wła­ści­ciel zmu­szo­ny zo­stał sprze­dać Gram sa­me­mu kró­lo­wi Chry­stia­no­wi IV . Kró­lew­ski za­pał do rol­nic­twa zgasł jed­nak rów­nie szyb­ko, co się po­ja­wił – mo­nar­cha uznał, że ma waż­niej­sze spra­wy na gło­wie niż uże­ra­nie się ze Szwe­da­mi i mle­czar­nią, po czym spraw­nie od­ce­dził zban­kru­to­wa­ne wło­ści Dio­ny­siu­so­wi von Pu­de­wil­so­wi.

PRZEDWOJENNA FOTOGRAFIA UJAWNIA PEWIEN BOTANICZNY REGRES: ZAMEK PRZETRWAŁ W DOBREJ FORMIE, ZA TO KWIATOWY STAN OSOBOWY SKURCZYŁ SIĘ DOŚĆ DRAMATYCZNIE

I tak oto spłu­ka­nych rol­ni­ków za­stą­pił wiel­ki świat. Pu­de­wils był dy­plo­ma­tą i za­pa­lo­nym bi­blio­fi­lem, któ­ry w zam­ko­wych kom­na­tach urzą­dził im­po­nu­ją­cą bi­blio­te­kę. Eru­dy­cyj­na sie­lan­ka pry­sła jed­nak w 1644 ro­ku wraz z na­lo­tem szwedz­kiej sol­da­te­ski, któ­ra wa­lo­ry este­tycz­ne zgro­ma­dzo­nych dzieł oce­nia­ła głów­nie pod ką­tem ka­lo­rycz­no­ści drew­na w ogni­sku. Kie­dy pod­upa­dły na zdro­wiu Pu­de­wils zmarł w 1647 ro­ku, ca­łe to zruj­no­wa­ne, kro­wio-ar­ty­stycz­ne dzie­dzic­two mu­sia­ła wziąć na sie­bie je­go wdo­wa, Ca­tha­ri­na He­de­vig Ah­le­feldt, bo nie­let­ni dzie­dzic wciąż jesz­cze za­sia­dał przy sto­le w śli­nia­ku.

Z ZAMKU KU PARKOWI MOSTEK DREWNIANY NAD WODĄ WIEDZIE, BIAŁO MALOWANY I OZDOBNIE CIESIELSKĄ ROBOTĄ UCZYNIONY, ABY PAŃSTWO DO ZIELENI SUCHĄ NOGĄ PRZECHODZIĆ MOGŁO

Na­dzie­je na spo­kój znik­nę­ły wraz z ko­lej­ną fa­lą walk z lat 1657–1660 Wojna duńsko-szwedzka (1657–1660) zaczęła się, gdy król Danii Fryderyk III uznał, że szwedzkie kłopoty podczas wojny z Polską to świetna okazja, by odebrać ziemie stracone kilkanaście lat wcześniej. Karol X Gustaw odpowiedział błyskawicznie: wyprowadził armię z Polski, zajął Jutlandię, a podczas wyjątkowo mroźnej zimy przeprowadził wojska po zamarzniętych cieśninach na duńskie wyspy, pojawiając się pod Kopenhagą zdecydowanie wcześniej, niż przewidywał gospodarz. Dania straciła na mocy pokoju w Roskilde m.in. Skanię, Halland i Blekinge, a gdy kilka miesięcy później Szwedzi spróbowali dobrać się również do samej Kopenhagi, tym razem dostali po nosie i w 1660 roku musieli zadowolić się tym, co już zabrali. , któ­ra do­koń­czy­ła dzie­ła znisz­cze­nia – Szwe­dzi prze­mie­li­li za­rów­no wiej­skie fol­war­ki, jak i sa­mą re­zy­den­cję, zo­sta­wia­jąc po so­bie je­dy­nie obdar­tą ze wszyst­kie­go, opu­sto­sza­łą ru­inę. Wte­dy jed­nak w dzie­jach Gram na­stą­pił na­gły zwrot ak­cji: w 1664 ro­ku zde­mo­lo­wa­ny ma­ją­tek ku­pił na auk­cji Hans Schack , po­stać for­ma­tu zde­cy­do­wa­nie po­mni­ko­we­go. Sław­ny obroń­ca Ko­pen­ha­gi i świe­żo upie­czo­ny feld­mar­sza­łek nie za­mie­rzał pę­kać przed gar­ścią wy­bi­tych okien, za­po­cząt­ko­wu­jąc no­wą erę dla wło­ści, w któ­rych je­go ród osiadł na do­bre aż do 2007 ro­ku.

ZANIM HANS SCHACK KUPIŁ GRAM, POSIADAŁ JUŻ ZAMEK RIBERHUS. NA RYCINIE Z OKOŁO 1550 ROKU ZAMEK ÓW PREZENTUJE SIĘ JESZCZE NADZWYCZAJ GODNIE, ALE SCHACK POZNAŁ GO JUŻ W ZNACZNIE GORSZEJ KONDYCJI. GRAM MÓGŁ WIĘC BYĆ PO PROSTU PRÓBĄ PODNIESIENIA ŚREDNIEJ W PORTFELU NIERUCHOMOŚCI.

Za­miast sta­wiać pa­łac od ze­ra, Schack wo­lał zre­ani­mo­wać to, co prze­trwa­ło po Re­vent­lo­wach. Do­ku­men­ty z re­mon­tu tzw. Fru­er­stue­hus (obec­ne­go skrzy­dła wschod­nie­go) ujaw­nia­ją jed­nak, że wo­jen­ny bo­ha­ter miał wy­jąt­ko­wo fan­ta­zyj­ne po­dej­ście do de­si­gnu: stro­py ka­zał po­ma­lo­wać na czer­wo­no, bel­ki na zie­lo­no, ścia­ny na bia­ło, a ok­na wy­koń­czyć w dwu­tak­cie – z czer­wie­nią od środ­ka i zie­le­nią wy­sta­wio­ną na świat.

TO POŁUDNIOWA ELEWACJA ZAMKU GRAM. TAK, TEN DREWNIANY GANECZEK NAPRAWDĘ TAM JEST. NIE, ŚREDNIOWIECZNY ZAMEK NIE MUSI WYGLĄDAĆ JAK MALBORK. PROSZĘ DAĆ DUŃCZYKOM SPOKÓJ.

Za­li­czyw­szy ten ko­lo­ry­stycz­ny eks­pe­ry­ment, feld­mar­sza­łek za­brał się za bu­dow­la­ny kon­kret i w ro­ku 1669 za­czął wzno­sić skrzy­dło po­łu­dnio­we. Dźwi­gnął cięż­ki, dwu­pię­tro­wy gmach z czer­wo­nej ce­gły na so­lid­nych piw­ni­cach, od ogro­du wy­pu­ścił dwa zgrab­ne wy­ku­sze, a od fron­tu do­bu­do­wał wy­so­ką wie­żę z heł­mem. Kry­ła ona no­wą klat­kę scho­do­wą i wresz­cie wy­bi­ła re­zy­den­cji z gło­wy wy­gląd pro­win­cjo­nal­nej za­gro­dy.

SALA OGRODOWA W SKRZYDLE POŁUDNIOWYM, GŁÓWNE REPREZENTACYJNE WNĘTRZE ZAMKU, KTÓRE PO PRZEBUDOWIE W POŁOWIE XVIII WIEKU DOSTAŁO NOWE OKNA, DRZWI I BOAZERIE, A ZNACZNIE PÓŹNIEJ RÓWNIEŻ KANAPY, DZIĘKI KTÓRYM DO DUŃSKIEGO ARYSTOKRATYCZNEGO WNĘTRZA ZAWITAŁ DUCH SZWEDZKIEGO SKLEPU MEBLOWEGO

Gdy w 1676 ro­ku feld­mar­sza­łek od­szedł z te­go świa­ta, Gram tra­fił do je­go sy­na Ot­ta Di­dri­ka. Ten na­cie­szył się spad­kiem le­d­wie sie­dem lat, za­nim do­łą­czył do oj­ca i zo­sta­wił ma­ją­tek wdo­wie, So­fie Mar­schalk. So­fie nie trwo­ni­ła cza­su na ża­ło­bę: pod ko­niec XVII wie­ku za­mie­ni­ła oto­cze­nie zam­ku w po­pis osten­ta­cji. Wy­cię­ła geo­me­trycz­ne ale­je, spię­trzy­ła wo­dę w ka­ska­dy i wo­do­try­ski, a na zwień­cze­niu osi po­sta­wi­ła wło­ski pa­wi­lon ze sztucz­ną gro­tą – ca­ła ta wy­re­ży­se­ro­wa­na ele­gan­cja są­sia­do­wa­ła zresz­tą bez­stre­so­wo ze zwy­kły­mi grząd­ka­mi pod zam­ko­wy obiad.

★★★★★ PARK PRZY ZAMKU GRAM, ROZWINIĘTY POD KONIEC XVII WIEKU PRZEZ SOFIE DOROTHEĘ MARSCHALK. DUŻO ZIELENI I FAJNE ALEJE. ★★☆☆☆ GRZĄDEK NA OBIAD NIE ZNALAZŁEM.

W 1707 ro­ku po So­fie Mar­schalk ma­ją­tek Gram objął Hans Schack (drugi), a kie­dy dwa­na­ście lat póź­niej skoń­czył ziem­ski kon­trakt, pa­łecz­kę prze­jął je­go syn, Ot­to. Wte­dy jed­nak na sce­nę wkro­czy­ła wdo­wa po Han­sie – An­na So­phie Rant­zau . Gram mia­ło być dla niej tyl­ko ci­chą, wdo­wią przy­sta­nią na gor­sze cza­sy, ale ro­la lo­ka­tor­ki z ła­ski pa­sier­ba szyb­ko prze­sta­ła jej od­po­wia­dać. Po pro­stu spła­ci­ła mło­de­go Schac­ka, prze­ję­ła zie­mię na wła­sność i od lat 30. XVIII wie­ku rzą­dzi­ła tu już cał­ko­wi­cie sa­mo­dziel­nie.

I STOI GRAM POŚRÓD DRZEW STARYCH, Z MURU CZERWONEGO WZNIESIONY, A CHORĄGIEW KRÓLESTWA NAD NIM POWIEWA, BY KAŻDY WIEDZIAŁ, CZYJA ZIEMIA I CZYJ PORZĄDEK

Wraz z jej rzą­da­mi dla zam­ku na­de­szła epo­ka wiel­kich zmian. An­na So­phie uzna­ła, że ro­do­wa sie­dzi­ba wy­ma­ga kon­kret­ne­go lif­tin­gu i roz­po­czę­ła prze­bu­do­wę, któ­ra zmie­ni­ła do­tych­cza­so­wy ze­spół bu­dyn­ków w re­gu­lar­ną, ele­ganc­ką re­zy­den­cję. Zwień­cze­niem tych ar­chi­tek­to­nicz­nych am­bi­cji by­ło wznie­sie­nie w la­tach 1751–1752 no­we­go skrzy­dła za­chod­nie­go – to wła­śnie te­mu przed­się­wzię­ciu Gram Slot za­wdzię­cza trój­skrzy­dło­wy układ, któ­ry w nie­mal nie­zmie­nio­nej for­mie prze­trwał do dziś.

TAK PREZENTUJĄ SIĘ WNĘTRZA SKRZYDŁA ZACHODNIEGO, KTÓRYM ANNA SOPHIE W LATACH 1751–1752 POSTAWIŁA ARCHITEKTONICZNĄ KROPKĘ NAD „I” SWOJEJ WIELKIEJ PRZEBUDOWY GRAM

Skąd jed­nak wziąć fun­du­sze na tak kosz­tow­ny roz­mach? Tu­taj do­cho­dzi­my do ku­li­sów fi­nan­so­wych, bo z sa­me­go ma­cha­nia pędz­lem mu­rów nie przy­bę­dzie. An­na So­phie by­ła ko­bie­tą nie­zwy­kle obrot­ną i wy­jąt­ko­wo prag­ma­tycz­ną, za­miast więc szu­kać oszczęd­no­ści, po pro­stu do­ci­snę­ła śru­bę pod­da­nym, śru­bu­jąc nor­my pań­szczy­zny do gra­nic moż­li­wo­ści. Pod­da­ni, za­miast po­dzi­wiać ar­ty­stycz­ne wa­lo­ry no­we­go skrzy­dła, spę­dza­li więc ca­łe dnie na dar­mo­wej or­ce na pań­skim, fi­nan­su­jąc za­chcian­ki swo­jej pa­ni wła­snym grzbie­tem. Trud­no się za­tem dzi­wić, że lo­kal­na spo­łecz­ność szyb­ko i bez zbęd­nej czu­ło­ści ochrzc­iła za­rad­ną in­we­stor­kę mia­nem Złej Hra­bi­ny.

TAK WYGLĄDAŁ GRAM OKOŁO 1870 ROKU, KIEDY CEGŁA NAJWYRAŹNIEJ STRACIŁA WSTĘP NA SALONY I DLA PRZYZWOITOŚCI PRZYKRYTO JĄ TYNKIEM

W te­sta­men­cie z 1760 ro­ku An­na So­phie Schack wy­zna­czy­ła na spad­ko­bier­cę Fre­de­ri­ka Chri­stia­na Schac­ka , na­ka­zu­jąc mu prze­kształ­ce­nie ma­jąt­ku w nie­po­dziel­ne do­bro ro­do­we. No­wy dzie­dzic zi­gno­ro­wał jed­nak wy­tycz­ne po­przed­nicz­ki, dał chło­pom odet­chnąć i li­kwi­do­wał sta­ry układ, za­stę­pu­jąc fik­cję wspól­nej zie­mi oso­bny­mi za­go­na­mi dla każ­de­go dzier­żaw­cy. Stał za tym pro­sty ra­chu­nek: przy­mus ni­gdy nie ro­dzi efek­tów, pod­czas gdy dba­nie o wła­sny in­te­res bły­ska­wicz­nie uświa­do­mi lu­dziom, że nie war­to dłu­żej ha­ro­wać na cu­dze le­ni­stwo.

GRAM W XIX-WIECZNYM WYDANIU, PEŁNY KSIĘŻYC NAD FOSĄ I ANI ŻYWEJ DUSZY – SKANDYNAWSKI KRYMINAŁ Z WĄTKIEM HORRORU MA JUŻ SCENOGRAFIĘ, BRAKUJE TYLKO PIERWSZEGO TRUPA

Po śmier­ci Fre­de­ri­ka Chri­stia­na w 1790 ro­ku za­mek tra­fił na praw­dzi­wą ro­do­wą ka­ru­ze­lę na­zwisk: naj­pierw ma­ją­tek prze­jął je­go syn Knud Bil­le Schack, a chwi­lę póź­niej bra­ta­nek Hen­rik Adolph Bro­cken­hu­us, któ­ry przy oka­zji hra­biow­skie­go awan­su w 1822 ro­ku do­ro­bił się dwu­czło­no­we­go na­zwi­ska Broc­ken­hu­us-Schack. Je­go na­stęp­cą zo­stał syn, Knud Bil­le Lud­vig An­ton , z miej­sca fun­du­jąc wło­ściom twar­dą re­struk­tu­ry­za­cję i bez ża­lu po­zby­wa­jąc się sko­stnia­łych go­spo­darstw dzier­żaw­nych.

POD KLASYCYSTYCZNĄ ELEGANCJĄ ZAMKU W POŁOWIE XIX WIEKU TOCZYŁO SIĘ ZWYCZAJNE ŻYCIE WIELKIEGO MAJĄTKU, DO KTÓREGO KNUD BILLE LUDVIG ANTON WNIÓSŁ ŚWIEŻY POWIEW RACJONALIZACJI I I CORAZ KRÓTSZĄ LISTĘ GOSPODARSTW, KTÓRYM POZWALANO CIESZYĆ SIĘ RODOWĄ TRADYCJĄ

W 1892 ro­ku na wło­ściach za­mel­do­wał się ko­lej­ny z ro­du, Adolf Lud­vig Broc­ken­hu­us-Schack , któ­ry uznaw­szy, że czas wresz­cie wyjść z ar­chi­tek­to­nicz­ne­go skan­se­nu, ścią­gnął ar­chi­tek­ta Got­fre­da Tve­de do naj­więk­szej re­wo­lu­cji bu­dow­la­nej od cza­sów Złej Hra­bi­ny. Tve­de grun­tow­nie prze­kształ­cił klat­kę scho­do­wą, sto­lar­kę oraz bo­aze­rie, od­twa­rza­jąc póź­ny ba­rok z tak zdu­mie­wa­ją­cą pre­cy­zją, że do dziś trud­no od­róż­nić XVIII-wiecz­ny ory­gi­nał od je­go XX-wiecz­nej imi­ta­cji.

GŁÓWNA KLATKA SCHODOWA PO RENOWACJI Z LAT 1906–1910, CZYLI DUŻO PRACY, ŻEBY OSTATECZNIE SCHODY WYGLĄDAŁY JAK SCHODY

A po­nie­waż sa­my­mi wa­lo­ra­mi este­tycz­ny­mi trud­no by­ło za­im­po­no­wać to­wa­rzy­stwu, w po­łu­dnio­wym skrzy­dle urzą­dzo­no luk­su­so­we po­ko­je dla go­ści, wkra­cza­jąc w XX wiek z ab­so­lut­nym szczy­tem ów­cze­snej cy­wi­li­za­cji – bie­żą­cą wo­dą i pry­wat­ny­mi to­a­le­ta­mi. Do­peł­nie­niem tej kosz­tow­nej ope­ra­cji sta­ła się w 1906 ro­ku me­ta­mor­fo­za wy­spy zam­ko­wej, któ­rą we­dług wła­sne­go uzna­nia za­pro­jek­to­wał od no­wa ar­chi­tekt kra­jo­bra­zu Ed­vard Glæ­sel .

KLASYCYSTYCZNA ELEGANCJA POSZŁA W XX WIEKU W ODSTAWKĘ, ODSŁANIAJĄC CEGLANE MURY I PRZYWRACAJĄC ZAMKOWI TWARZ ZNACZNIE MNIEJ SALONOWĄ, ZA TO BARDZIEJ WŁASNĄ

W 1940 ro­ku na wło­ściach Gram i Ny­bøl po­ja­wił się co praw­da Knud Hen­rik Ot­to Broc­ken­hu­us-Schack, ale prym za­czy­na­li już wieść po­stę­po­wi spad­ko­bier­cy, któ­rzy pięć lat póź­niej gład­ko za­pa­ko­wa­li ca­ły ten ma­gnac­ki ma­ją­tek w ra­my spół­ki ak­cyj­nej Gram-Ny­bøl God­ser A/S. Sam za­mek unik­nął for­mal­nych ro­szad i po­zo­stał w po­sia­da­niu ro­du, a nie­dłu­go po­tem ar­chi­tekt Aa­ge Jen­sen prze­pro­wa­dził na nim sze­ro­ko za­kro­jo­ny re­mont, bio­rąc na war­sztat za­byt­ko­we, wschod­nie skrzy­dło i in­ge­ru­jąc w struk­tu­rę mu­rów sto­ją­cych tam od prze­ło­mu XV i XVI stu­le­cia.

XX WIEK NAJPIERW ZDJĄŁ Z ZAMKU KLASYCYSTYCZNY PUDER, A POTEM POZWOLIŁ BLUSZCZOWI NAŁOŻYĆ WŁASNY, ZDECYDOWANIE BARDZIEJ FOTOGENICZNY

Prze­łom wie­ków przy­niósł po­trze­bę ra­to­wa­nia zam­ko­we­go par­ku, któ­ry po la­tach za­nie­dbań stra­szył pęk­nię­ty­mi ba­se­na­mi, za­ra­sta­ją­cy­mi sta­wa­mi i za­tar­ciem daw­ne­go, ba­ro­ko­we­go szny­tu. Choć re­no­wa­cja roz­po­czę­ta w 1991 ro­ku przy­wró­ci­ła ogro­do­wi daw­ny ład i daw­ny prze­bieg hi­sto­rycz­nych osi, to sam za­mek po­wo­li gasł, by jesz­cze przed prze­ło­mem stu­le­ci opu­sto­szeć na do­bre i spę­dzić ko­lej­ne ćwierć­wie­cze ja­ko za­mar­ła, po­zba­wio­na ży­cia bry­ła.

TAK PREZENTOWAŁ SIĘ PARK ZAMKOWY NA POCZĄTKU XX STULECIA, KIEDY ZIELEŃ BYŁA JESZCZE OZDOBĄ, A NIE GŁÓWNYM ZARZĄDCĄ TERENU

Po­nad trzy­sta pięć­dzie­siąt lat ro­dzin­nej hi­sto­rii do­bie­gło koń­ca w 2007 ro­ku za spra­wą Ki­ma Broc­ken­hu­usa-Schac­ka, któ­ry zde­cy­do­wał się na de­fi­ni­tyw­ne po­że­gna­nie ze spu­ści­zną przod­ków i wy­sta­wił kom­plet­ną spół­kę wraz z zam­kiem na otwar­ty ry­nek. Klu­cze do re­zy­den­cji prze­ję­li San­ne i Svend Bro­der­se­no­wie , sta­jąc się no­wy­mi go­spo­da­rza­mi i spon­so­ra­mi ko­lej­nych roz­dzia­łów tej hi­sto­rii, pil­nu­jąc przy tym kon­se­kwent­nie, aby ca­ła po­sia­dłość nie nisz­cza­ła i bez pro­ble­mu opła­ca­ła bie­żą­ce ra­chun­ki.

PO ZMIANIE WŁAŚCICIELA W 2007 ROKU GRAM SLOT ZACZĄŁ CORAZ SKUTECZNIEJ MONETYZOWAĆ SWÓJ HISTORYCZNY KAPITAŁ, A SKLEP ZAMKOWY JEST TU MAŁYM, ALE BARDZO FOTOGENICZNYM CENTRUM GENEROWANIA PRZYCHODU

OPIS ZAMKU


Pa­trząc na dzi­siej­szy Gram Slot, trze­ba na chwi­lę od­jąć mu dwa skrzy­dła. Oko­ło 1500 ro­ku z obec­ne­go zam­ku ist­nia­ło tyl­ko skrzy­dło wschod­nie, w do­dat­ku w znacz­nie bar­dziej śred­nio­wiecz­nym wy­da­niu: z wy­so­kim stro­mym da­chem, schod­ko­wy­mi szczy­ta­mi i nie­wiel­ki­mi ok­na­mi. Sta­ło ono na nie­du­żej wy­spie, więc wo­da za­ła­twia­ła spo­rą część spraw zwią­za­nych z obro­ną i przy oka­zji do­da­wa­ła sie­dzi­bie od­po­wied­niej po­wa­gi.

WIDOK ZAMKU OD PÓŁNOCY, Z NAJMNIEJSZYM SKRZYDŁEM PO LEWEJ W ROLI TEGO KREWNEGO, KTÓRY BYŁ TU JUŻ OKOŁO 1500 ROKU I DOSKONALE PAMIĘTA CZASY PRZED RESZTĄ RODZINY

Sam ce­gla­ny dom to oczy­wi­ście nie wszyst­ko. Obok mu­sia­ło zna­leźć się miej­sce dla służ­by, ko­ni, za­pa­sów, wo­zów i ca­łe­go go­spo­dar­cze­go za­ple­cza, bez ja­kie­go każ­dy go­spo­darz szyb­ko prze­ko­nał­by się, jak kru­cha jest je­go po­zy­cja. Słu­ży­ły te­mu za­pew­ne drew­nia­ne lub sza­chul­co­we bu­dyn­ki sku­pio­ne wo­kół dzie­dziń­ca, któ­rych roz­miesz­cze­nia nie da się dziś usta­lić, bo źró­dła zo­sta­wi­ły nam tyl­ko pust­kę za­miast pla­nu.

ORYGINALNE ZABUDOWANIA GOSPODARCZE ZAMKU DAWNO PRZEPADŁY, LECZ WE WSI ZOSTAŁO TROCHĘ PÓŹNIEJSZYCH PAMIĄTEK, JAK TEN DOM PO DRUGIEJ STRONIE FOSY, KTÓRY MOŻE I NIE JEST PRADAWNY, ALE STRZECHĄ BEZCZELNIE DOPISUJE SOBIE LATA

Od tam­tych cza­sów miej­sce to zmie­ni­ło się jed­nak na ty­le, że prze­szłość nie ma tu już punk­tu za­cze­pie­nia. Je­den mu­ro­wa­ny dom roz­rósł się do trzech dwu­kon­dy­gna­cyj­nych skrzy­deł, któ­re ota­cza­ją otwar­ty od pół­no­cy dzie­dzi­niec. Wszyst­kie one ma­ją ce­gla­ne ele­wa­cje i czer­wo­ne da­chy, więc wy­glą­da­ją na cał­kiem zgra­ny kom­plet, choć każ­de po­cho­dzi z in­ne­go stu­le­cia.

GRAM SLOT Z LOTU PTAKA OPOWIADA HISTORIĘ ROZBUDOWY BEZ JEDNEGO SŁOWA: NAJPIERW SAMOTNE SKRZYDŁO, POTEM DWA KOLEJNE DOPISANE PRZEZ NASTĘPNE STULECIA, A W FINALE KOMINY I FABRYCZNE HALE, KTÓRE PRZEMEBLOWAŁY OKOLICĘ PO SWOJEMU

Je­dy­ną oca­la­łą pa­miąt­ką po pięć­set­let­niej wa­row­ni jest dziś skrzy­dło wschod­nie – daw­ne Fru­er­stue­hus. I choć prze­ra­bia­no je bez li­to­ści przez ko­lej­ne stu­le­cia, sta­ry go­tyk wciąż prze­bi­ja z pół­noc­nej ele­wa­cji, a prze­su­nię­te kon­dy­gna­cje gwał­tow­nie zde­rza­ją się z geo­me­trią skrzy­dła po­łu­dnio­we­go. Ta młod­sza część, do­da­na po 1669 ro­ku, mia­ła na­to­miast za­da­wać szy­ku – stąd efek­tow­ny ry­za­lit z ze­ga­rem od fron­tu i re­pre­zen­ta­cyj­ne wy­ku­sze od par­ku, pod któ­rych ele­ganc­ką for­mą ukry­to po pro­stu zam­ko­we sła­woj­ki. Kom­po­zy­cję do­mknę­ło w XVIII wie­ku skrzy­dło za­chod­nie, miesz­czą­ce głów­ne wej­ście i oka­za­ły ciąg scho­do­wy.

PLAN PRZYZIEMIA ZAMKU, NA KTÓRYM HISTORIA NIE UKŁADA SIĘ W DATY, LECZ W SKRZYDŁA: ŚREDNIOWIECZNE WSCHODNIE, POŁUDNIOWE Z 1669 ROKU I ZACHODNIE Z 1752, KTÓRE NOWĄ METRYKĘ DOSTAŁO TYLKO OD PARTERU W GÓRĘ

W środ­ku rów­nież po­zo­sta­ło spo­ro z daw­nej re­zy­den­cji. W skrzy­dłach po­łu­dnio­wym i za­chod­nim za­cho­wa­ły się du­że sa­le po­łą­czo­ne am­fi­la­do­wo, bo­aze­rie, sztu­ka­te­rie, sta­re drzwi oraz że­liw­ne pie­ce. Jest też piec ka­flo­wy, do któ­re­go opał do­kła­da­no z są­sied­nie­go po­miesz­cze­nia, dzię­ki cze­mu służ­ba mo­gła zaj­mo­wać się ogrze­wa­niem bez pę­ta­nia się pod no­ga­mi pań­stwa. Piw­ni­ce zaj­mo­wa­ły ca­łe go­spo­dar­cze za­ple­cze zam­ku, z kuch­nią, spi­żar­nia­mi i skła­dem na wi­no, na­to­miast pię­tra na­le­ża­ły już do wła­ści­cie­li i ich go­ści.

ŻELIWNY PIECYK Z 1754 ROKU OFERUJE DWA POZIOMY GRZANIA, ZANIM KTOKOLWIEK WPADŁ NA POMYSŁ POKRĘTŁA Z CYFERKAMI

Po­łu­dnio­wą stro­nę re­zy­den­cji zaj­mu­je park, w któ­rym pod ko­niec XVII wie­ku zro­bio­no wie­le, by zre­kom­pen­so­wać je­go wy­bit­nie wiej­ską lo­ka­li­za­cję. To wła­śnie wte­dy pań­stwo Schack po­sta­no­wi­li prze­nieść na pro­win­cję odro­bi­nę świa­to­we­go szy­ku i na­szpi­ko­wa­li te­ren ka­ska­da­mi, fon­tan­na­mi oraz kunsz­tow­nym ukła­dem ta­ra­sów. Moż­na je­dy­nie po­dej­rze­wać, że ten ca­ły ar­chi­tek­to­nicz­ny po­pis, zwień­czo­ny wło­ską gro­tą i okiem Opatrz­no­ści, miał sta­no­wić ele­ganc­ki pa­ra­wan dla po­sia­dło­ści, któ­rej do­cho­dy i tak spro­wa­dza­ły się osta­tecz­nie do ma­so­wej pro­duk­cji na­bia­łu.

POCZTÓWKA Z POCZĄTKU XX WIEKU POKAZUJE ZAMEK I PARK JUŻ W ZNACZNIE SPOKOJNIEJSZEJ ODSŁONIE, Z TRAWNIKAMI, KLOMBAMI I DRZEWAMI TAM, GDZIE POD KONIEC XVII WIEKU URZĄDZANO WIELKĄ OPERACJĘ PRZERABIANIA PROWINCJI NA REZYDENCJĘ Z TOWARZYSTWA

STAN OBECNY


W 2007 ro­ku Gram Slot zmie­nił wła­ści­cie­li i po oko­ło 25 la­tach, pod­czas któ­rych za­mek po­zo­sta­wał pu­sty, po­now­nie za­czął tęt­nić ży­ciem. Po­sia­dłość ku­pi­li San­ne i Svend Bro­der­se­no­wie , któ­rzy za­miast urzą­dzać tu­taj ko­lej­ne mu­ze­um z kap­cia­mi, ga­blo­ta­mi i za­ka­zem do­ty­ka­nia cze­go­kol­wiek, po­sta­wi­li na zu­peł­nie in­ny mo­del. Gram miał po­zo­stać za­byt­kiem, ale jed­no­cze­śnie nor­mal­nie funk­cjo­no­wać i na sie­bie za­ra­biać.

Pod­czas gdy wschod­nie, naj­star­sze skrzy­dło słu­ży dziś pań­stwu Bro­der­se­nom za pry­wat­ną prze­strzeń ży­cio­wą, skrzy­dła po­łu­dnio­we i za­chod­nie mu­szą twar­do za­ra­biać na swo­je utrzy­ma­nie. Urzą­dzo­no w nich sa­lę kon­cer­to­wą, prze­strzeń na we­se­la oraz za­ple­cze kon­fe­ren­cyj­ne udo­stęp­nia­ne odwie­dza­ją­cym. Za­miast ste­ryl­ne­go mu­ze­um po­wsta­ło więc tak zwa­ne „ży­we dzie­dzic­two”, w któ­rym mu­ry hra­biów Schack na­dal słu­żą do te­go sa­me­go co kie­dyś — do ro­bie­nia za­mie­sza­nia, tyl­ko na nie­co in­nych za­sa­dach.

U BRODERSENÓW DOMOWY ŁAD, W WIĘKSZYCH SKRZYDŁACH IMPREZ ŚWIAT, KONCERT, WESELE, KONFERENCJI TRUD, TAK SIĘ UTRZYMUJE „ŻYWE DZIEDZICTWO” I RÓD

Sa­ma re­zy­den­cja to zresz­tą za­led­wie wierz­cho­łek tej wiej­skiej ma­chi­ny, bo Bro­der­se­no­wie za­rzą­dza­ją też do­bra­mi Gram i Ny­bøl, co da­je im­po­nu­ją­ce 2500 hek­ta­rów te­re­nu pod du­ży biz­nes eko­lo­gicz­ny. To wła­śnie rol­nic­two spi­na fi­nan­so­wo ca­ły ten in­te­res, a wła­sne plo­ny za­si­la­ją tu­tej­szą kuch­nię, sklep oraz nor­mal­ne pół­ki mar­ke­tów. Po­sia­dłość nie mu­si więc uda­wać daw­ne­go la­ty­fun­dium na po­trze­by przy­jezd­nych, bo jest nim w stu pro­cen­tach — po­la ży­ją swo­im ryt­mem, w obo­rach trwa ho­dow­la, a sto­do­ły pra­cu­ją na sie­bie za­miast ro­bić za ma­low­ni­cze tło do zdjęć.

Z 2500 HEKTARÓW DÓBR GRAM I NYBØL PŁYNIE EKOLOGICZNA PRODUKCJA, A MLEKO GRAM SLOT DOWODZI, ŻE WIELKA POSIADŁOŚĆ SŁUŻY CZŁOWIEKOWI TAKŻE PRZY ŚNIADANIU!

No­we za­sto­so­wa­nie zna­le­zio­no tak­że dla za­bu­do­wań daw­ne­go fol­war­ku, któ­re prze­szły grun­tow­ny lif­ting funk­cjo­nal­ny. Ogrom­ną obo­rę i sto­do­łę hol­sztyń­ską za­adap­to­wa­no na po­trze­by tar­gów, jar­mar­ków oraz war­szta­tów, wpro­wa­dza­jąc obok sklep fir­mo­wy, ka­wiar­nię i Re­stau­rant Gram­gård. Za­ple­cze uzu­peł­nia­ją mu­ze­um rol­nic­twa, tra­sy spa­ce­ro­we oraz po­ko­je dla go­ści, któ­rych za­miast w zam­ko­wych apar­ta­men­tach kwa­te­ru­je się w roz­sia­nych po po­sia­dło­ści hi­sto­rycz­nych obiek­tach.

I TO JEST PORZĄDNE LOGO GRAM SLOT: ŻADNYCH HRABIOWSKICH PAWI, TYLKO ZABUDOWANIA, BO OD SAMEGO BLICHTRU JESZCZE NIKT FOLWARKU NIE UTRZYMAŁ
Gram Slot nie na­le­ży do zam­ków, do któ­rych wpa­da się z mar­szu – wnę­trza moż­na zo­ba­czyć tyl­ko pod­czas or­ga­ni­zo­wa­nych w wy­bra­ne dni wy­cie­czek z prze­wod­ni­kiem. Ter­mi­ny war­to wcze­śniej spraw­dzić na stro­nie zam­ku, że­by nie po­ca­ło­wać za­byt­ko­wej klam­ki. Park moż­na na­to­miast zwie­dzać sa­mo­dziel­nie, więc na­wet gdy za­mek po­ka­że czło­wie­ko­wi drzwi – i to od tej mniej go­ścin­nej stro­ny – po­zo­sta­je obej­ście re­zy­den­cji do­oko­ła. Pod­czas mo­jej wi­zy­ty tra­fi­łem wła­śnie na ta­ki układ: za­mek za­mknię­ty na głu­cho, z pla­nów oglą­da­nia wnętrz wy­szło wiel­kie nic, więc po­zo­sta­ło mi ła­zić po par­ku, ko­rzy­sta­jąc z przy­wi­le­jów tu­ry­sty, któ­re­mu chwi­lo­wo skoń­czy­ły się lep­sze po­my­sły.

1. RESTAURACJA, 2. SKLEP GOSPODARSTWA I RECEPCJA, 3. STODOŁA HOLSZTYŃSKA, 4. ŚCIANKA WSPINACZKOWA, 5. GRAM COTEL, CZYLI NOCLEGI W KONTENERACH, 6. MINI ZOO, 7. ZABUDOWANIA FOLWARCZNE, 8. WIATA DLA TYCH, KTÓRYCH POGODA POKONAŁA, 9. PLAC ZABAW, 10. SZKÓŁKA PRZYRODNICZA, 11. GRAMGÅRD Z APARTAMENTAMI HOTELOWYMI, 12. ZAMEK GRAM WE WŁASNEJ OSOBIE, 13. BIURO ADMINISTRACJI MAJĄTKU, 14. PARK ZAMKOWY, 15. JEZIORO ZAMKOWE

Za­nim od­wie­dza­ją­cy w ogó­le do­trą do zam­ku, po dru­giej stro­nie uli­cy uwa­gę krad­nie im atrak­cja z zu­peł­nie in­nej baj­ki — po­tęż­ne ko­ści ka­sza­lo­ta. Ten gi­gant le­ży so­bie w prze­szklo­nym bu­dyn­ku Hval­hu­set, nie­o­po­dal pa­ła­co­wej bra­my, bu­dząc kon­ster­na­cję w środ­ku ju­tlandz­kie­go lą­du. Ty­le że obec­ność wa­le­nia w tym miej­scu ma swo­je twar­de uza­sad­nie­nie, bo w po­bli­skiej ko­pal­ni gli­ny Gram Ler­grav od lat od­ko­pu­je się ska­mie­nia­ło­ści mor­skich stwo­rów sprzed mi­lio­nów lat. Sam szkie­let jest jed­nak współ­cze­snym zna­le­zi­skiem z pla­ży Hen­ne Strand, skąd po wy­cią­gnię­ciu na brzeg w 1984 ro­ku tra­fił po pa­ru la­tach do swo­je­go dzi­siej­sze­go, efek­tow­ne­go eks­po­zy­to­ra.

W ŚRODKU JUTLANDII MOŻNA POKAZAĆ KROWĘ, TRAKTOR ALBO STARY PŁUG, ALE NAJWYRAŹNIEJ KTOŚ W GRAM POWIEDZIAŁ: NAJWIĘKSZA KROWA W OKOLICY? ZA MAŁO AMBITNIE. WIELORYB.

DOJAZD


Gram le­ży po­mię­dzy Ri­be a Ha­der­slev, oko­ło 20 km od obu miast i nie­speł­na 40 km od gra­ni­cy z Niem­ca­mi. Naj­wy­god­niej do­trzeć tu­taj sa­mo­cho­dem – z pół­no­cy lub po­łu­dnia au­to­stra­dą E45, a na­stęp­nie lo­kal­ny­mi dro­ga­mi w kie­run­ku Gram; od stro­ny za­chod­nie­go wy­brze­ża naj­prost­szy do­jazd pro­wa­dzi przez Ri­be. Sam za­mek znaj­du­je się pod ad­re­sem: Slots­vej 54, 6510 Gram.

Sa­mo­chód moż­na zo­sta­wić na bez­płat­nym par­kin­gu przy Øster­vej, po­ło­żo­nym nie­da­le­ko zam­ku.
Ro­wer moż­na wpro­wa­dzić na te­ren par­ku, na­to­miast nie uda­ło mi się zna­leźć in­for­ma­cji, czy wol­no po je­go alej­kach rów­nież jeź­dzić. Zna­jąc jed­nak duń­skie za­mi­ło­wa­nie do dwóch kó­łek, trud­no spo­dzie­wać się po­ści­gu z wi­dła­mi za każ­dym, kto za­po­mni zejść z sio­deł­ka – choć dla świę­te­go spo­ko­ju le­piej po­trak­to­wać park ja­ko miej­sce do spa­ce­ru z ro­we­rem niż do bi­cia re­kor­dów pręd­ko­ści na szu­trze.

ZAMKI W DANII


LITERATURA


  1. L. S. Madsen: Gram Slot i middelalderen
  2. C. P. Rasmussen: Grams ejere
  3. J. Overby: Slottets bygninger
  4. M. Abrahamsson: Slotshaven ved Gram
  5. C. P. Rasmussen: Gram gods gennem 770 år
  6. trap.lex.dk
  7. www.danskeherregaarde.dk
  8. www.gramslot.dk
  9. trap5.lex.dk



Chcesz odsłuchać? Kliknij [⋮] na pasku przeglądarki → Odsłuchaj tę stronę.