
DZIEJE ZAMKU
Gram ma na karku znacznie więcej lat, niż mogłoby się wydawać, patrząc na stojący tu dziś zamek. W oficjalnych papierach miejscowość pojawia się już w 1231 roku jako majątek królewski, wygodnie usadowiony przy kluczowym szlaku z Haderslev do Ribe. W XIV wieku funkcjonowała tu pełnoprawna warownia, wpakowana po uszy w burzliwe przepychanki między duńską koroną, książętami Szlezwiku a hrabiami holsztyńskimi. Gdzie dokładnie znajdował się ten przybytek? To jedno z tych pytań, które wciąż wiszą w obiegu i do dziś nie ma jasności, czy obecny zamek stoi w jej miejscu, czy historia pozwoliła sobie na drobną korektę położenia.

Mgła tajemnicy zaczyna się rozchodzić dopiero pod koniec XV wieku, a historia wreszcie rusza z miejsca, kiedy w 1467 roku Gram przechodzi do nowego właściciela dzięki małżeńskiej układance: Sophie Bjørn, córka Joakima, wnosi cały majątek jako posag i od tego momentu to Ditlev Reventlow wyznacza kierunek jego dalszych dziejów. To najpewniej za czasów tej rodziny rezydencję przeniesiono na urokliwą wyspę na jeziorze zamkowym i postawiono pierwsze mury, z których część stoi do dziś. Który konkretnie Reventlow miał w sobie tyle zacięcia budowlanego i kiedy dokładnie ruszyły łopaty – o tym kronikarska skrupulatność znowu woli milczeć, żeby przypadkiem nie przemęczyć czytelnika.

Po Ditlevie włości przejął około 1475 roku Joachim, a po nim Johan Reventlow, który rządził tu twardą ręką przez dobre cztery dekady. W połowie XVI wieku postanowił on wreszcie zerwać z mrocznym średniowieczem: poszerzył ciasne strzelnice i wpuścił w mury trochę słońca, przebudował wschodnie skrzydło i ponury, późnogotycki dom wreszcie zaczął przypominać godną, renesansową siedzibę wielkiego rodu. W tym samym stuleciu wokół zamku zaczęto kopać stawy rybne, zmieniając surową fosę na porywczych sąsiadów w kosztowny rekwizyt do budowania prestiżu.

Po Johannie włości przejęła jego córka Anna Reventlow, wyciągając majątek z rąk własnego rodu i przekazując go na tacy mężowi, Ditlevowi Buchwaldowi. Tym sposobem skończyła się stuletnia epoka Reventlowów, a na zamku rozgościła się holsztyńska rodzina Buchwaldów. W 1585 roku, w ramach tradycyjnego, rodzinnego poszarpywania majątku, Gram przypadł ich synowi Christofferowi, po którym pałeczkę przejął kolejny Ditlev. Nowy pan wolał konkret od wojennej chwały i wdrożył nowoczesny model z Holsztynu: wyspecjalizowane gospodarstwo mleczarskie, pokazując, że prawdziwy magnat nie wstydzi się zapachu obory, o ile pachnie ona czystym zyskiem.

Tyle, że ten mleczny interes wcale nie uratował mu skóry. Pasmo koszmarnych decyzji finansowych Ditleva w połączeniu z wojnami, które przetoczyły się przez Szlezwik, szybko sprowadziło majątek na skraj bankructwa. W 1638 roku pętla długów zacisnęła się na tyle mocno, że właściciel zmuszony został sprzedać Gram samemu królowi
Chrystianowi IV
. Królewski zapał do rolnictwa zgasł jednak równie szybko, co się pojawił – monarcha uznał, że ma ważniejsze sprawy na głowie niż użeranie się ze Szwedami i mleczarnią, po czym sprawnie odcedził zbankrutowane włości Dionysiusowi von Pudewilsowi.

I tak oto spłukanych rolników zastąpił wielki świat. Pudewils był dyplomatą i zapalonym bibliofilem, który w zamkowych komnatach urządził imponującą bibliotekę. Erudycyjna sielanka prysła jednak w 1644 roku wraz z nalotem szwedzkiej soldateski, która walory estetyczne zgromadzonych dzieł oceniała głównie pod kątem kaloryczności drewna w ognisku. Kiedy podupadły na zdrowiu Pudewils zmarł w 1647 roku, całe to zrujnowane, krowio-artystyczne dziedzictwo musiała wziąć na siebie jego wdowa, Catharina Hedevig Ahlefeldt, bo nieletni dziedzic wciąż jeszcze zasiadał przy stole w śliniaku.

Nadzieje na spokój zniknęły wraz z kolejną falą
walk z lat 1657–1660
Wojna duńsko-szwedzka (1657–1660) zaczęła się, gdy król Danii Fryderyk III uznał, że szwedzkie kłopoty podczas wojny z Polską to świetna okazja, by odebrać ziemie stracone kilkanaście lat wcześniej. Karol X Gustaw odpowiedział błyskawicznie: wyprowadził armię z Polski, zajął Jutlandię, a podczas wyjątkowo mroźnej zimy przeprowadził wojska po zamarzniętych cieśninach na duńskie wyspy, pojawiając się pod Kopenhagą zdecydowanie wcześniej, niż przewidywał gospodarz. Dania straciła na mocy pokoju w Roskilde m.in. Skanię, Halland i Blekinge, a gdy kilka miesięcy później Szwedzi spróbowali dobrać się również do samej Kopenhagi, tym razem dostali po nosie i w 1660 roku musieli zadowolić się tym, co już zabrali.
, która dokończyła dzieła zniszczenia – Szwedzi przemielili zarówno wiejskie folwarki, jak i samą rezydencję, zostawiając po sobie jedynie obdartą ze wszystkiego, opustoszałą ruinę. Wtedy jednak w dziejach Gram nastąpił nagły zwrot akcji: w 1664 roku zdemolowany majątek kupił na aukcji
Hans Schack
, postać formatu zdecydowanie pomnikowego. Sławny obrońca Kopenhagi i świeżo upieczony feldmarszałek nie zamierzał pękać przed garścią wybitych okien, zapoczątkowując nową erę dla włości, w których jego ród osiadł na dobre aż do 2007 roku.

Zamiast stawiać pałac od zera, Schack wolał zreanimować to, co przetrwało po Reventlowach. Dokumenty z remontu tzw. Fruerstuehus (obecnego skrzydła wschodniego) ujawniają jednak, że wojenny bohater miał wyjątkowo fantazyjne podejście do designu: stropy kazał pomalować na czerwono, belki na zielono, ściany na biało, a okna wykończyć w dwutakcie – z czerwienią od środka i zielenią wystawioną na świat.

Zaliczywszy ten kolorystyczny eksperyment, feldmarszałek zabrał się za budowlany konkret i w roku 1669 zaczął wznosić skrzydło południowe. Dźwignął ciężki, dwupiętrowy gmach z czerwonej cegły na solidnych piwnicach, od ogrodu wypuścił dwa zgrabne wykusze, a od frontu dobudował wysoką wieżę z hełmem. Kryła ona nową klatkę schodową i wreszcie wybiła rezydencji z głowy wygląd prowincjonalnej zagrody.

Gdy w 1676 roku feldmarszałek odszedł z tego świata, Gram trafił do jego syna Otta Didrika. Ten nacieszył się spadkiem ledwie siedem lat, zanim dołączył do ojca i zostawił majątek wdowie, Sofie Marschalk. Sofie nie trwoniła czasu na żałobę: pod koniec XVII wieku zamieniła otoczenie zamku w popis ostentacji. Wycięła geometryczne aleje, spiętrzyła wodę w kaskady i wodotryski, a na zwieńczeniu osi postawiła włoski pawilon ze sztuczną grotą – cała ta wyreżyserowana elegancja sąsiadowała zresztą bezstresowo ze zwykłymi grządkami pod zamkowy obiad.

W 1707 roku po Sofie Marschalk majątek Gram objął Hans Schack (drugi), a kiedy dwanaście lat później skończył ziemski kontrakt, pałeczkę przejął jego syn, Otto. Wtedy jednak na scenę wkroczyła wdowa po Hansie –
Anna Sophie Rantzau
. Gram miało być dla niej tylko cichą, wdowią przystanią na gorsze czasy, ale rola lokatorki z łaski pasierba szybko przestała jej odpowiadać. Po prostu spłaciła młodego Schacka, przejęła ziemię na własność i od lat 30. XVIII wieku rządziła tu już całkowicie samodzielnie.

Wraz z jej rządami dla zamku nadeszła epoka wielkich zmian. Anna Sophie uznała, że rodowa siedziba wymaga konkretnego liftingu i rozpoczęła przebudowę, która zmieniła dotychczasowy zespół budynków w regularną, elegancką rezydencję. Zwieńczeniem tych architektonicznych ambicji było wzniesienie w latach 1751–1752 nowego skrzydła zachodniego – to właśnie temu przedsięwzięciu Gram Slot zawdzięcza trójskrzydłowy układ, który w niemal niezmienionej formie przetrwał do dziś.

Skąd jednak wziąć fundusze na tak kosztowny rozmach? Tutaj dochodzimy do kulisów finansowych, bo z samego machania pędzlem murów nie przybędzie. Anna Sophie była kobietą niezwykle obrotną i wyjątkowo pragmatyczną, zamiast więc szukać oszczędności, po prostu docisnęła śrubę poddanym, śrubując normy pańszczyzny do granic możliwości. Poddani, zamiast podziwiać artystyczne walory nowego skrzydła, spędzali więc całe dnie na darmowej orce na pańskim, finansując zachcianki swojej pani własnym grzbietem. Trudno się zatem dziwić, że lokalna społeczność szybko i bez zbędnej czułości ochrzciła zaradną inwestorkę mianem Złej Hrabiny.

W testamencie z 1760 roku Anna Sophie Schack wyznaczyła na spadkobiercę
Frederika Christiana Schacka
, nakazując mu przekształcenie majątku w niepodzielne dobro rodowe. Nowy dziedzic zignorował jednak wytyczne poprzedniczki, dał chłopom odetchnąć i likwidował stary układ, zastępując fikcję wspólnej ziemi osobnymi zagonami dla każdego dzierżawcy. Stał za tym prosty rachunek: przymus nigdy nie rodzi efektów, podczas gdy dbanie o własny interes błyskawicznie uświadomi ludziom, że nie warto dłużej harować na cudze lenistwo.

Po śmierci Frederika Christiana w 1790 roku zamek trafił na prawdziwą rodową karuzelę nazwisk: najpierw majątek przejął jego syn Knud Bille Schack, a chwilę później bratanek Henrik Adolph Brockenhuus, który przy okazji hrabiowskiego awansu w 1822 roku dorobił się dwuczłonowego nazwiska Brockenhuus-Schack. Jego następcą został syn,
Knud Bille Ludvig Anton
, z miejsca fundując włościom twardą restrukturyzację i bez żalu pozbywając się skostniałych gospodarstw dzierżawnych.

W 1892 roku na włościach zameldował się kolejny z rodu,
Adolf Ludvig Brockenhuus-Schack
, który uznawszy, że czas wreszcie wyjść z architektonicznego skansenu, ściągnął architekta Gotfreda Tvede do największej rewolucji budowlanej od czasów Złej Hrabiny. Tvede gruntownie przekształcił klatkę schodową, stolarkę oraz boazerie, odtwarzając późny barok z tak zdumiewającą precyzją, że do dziś trudno odróżnić XVIII-wieczny oryginał od jego XX-wiecznej imitacji.

A ponieważ samymi walorami estetycznymi trudno było zaimponować towarzystwu, w południowym skrzydle urządzono luksusowe pokoje dla gości, wkraczając w XX wiek z absolutnym szczytem ówczesnej cywilizacji – bieżącą wodą i prywatnymi toaletami. Dopełnieniem tej kosztownej operacji stała się w 1906 roku metamorfoza wyspy zamkowej, którą według własnego uznania zaprojektował od nowa architekt krajobrazu
Edvard Glæsel
.

W 1940 roku na włościach Gram i Nybøl pojawił się co prawda Knud Henrik Otto Brockenhuus-Schack, ale prym zaczynali już wieść postępowi spadkobiercy, którzy pięć lat później gładko zapakowali cały ten magnacki majątek w ramy spółki akcyjnej Gram-Nybøl Godser A/S. Sam zamek uniknął formalnych roszad i pozostał w posiadaniu rodu, a niedługo potem architekt Aage Jensen przeprowadził na nim szeroko zakrojony remont, biorąc na warsztat zabytkowe, wschodnie skrzydło i ingerując w strukturę murów stojących tam od przełomu XV i XVI stulecia.

Przełom wieków przyniósł potrzebę ratowania zamkowego parku, który po latach zaniedbań straszył pękniętymi basenami, zarastającymi stawami i zatarciem dawnego, barokowego sznytu. Choć renowacja rozpoczęta w 1991 roku przywróciła ogrodowi dawny ład i dawny przebieg historycznych osi, to sam zamek powoli gasł, by jeszcze przed przełomem stuleci opustoszeć na dobre i spędzić kolejne ćwierćwiecze jako zamarła, pozbawiona życia bryła.

Ponad trzysta pięćdziesiąt lat rodzinnej historii dobiegło końca w 2007 roku za sprawą Kima Brockenhuusa-Schacka, który zdecydował się na definitywne pożegnanie ze spuścizną przodków i wystawił kompletną spółkę wraz z zamkiem na otwarty rynek. Klucze do rezydencji przejęli
Sanne i Svend Brodersenowie
, stając się nowymi gospodarzami i sponsorami kolejnych rozdziałów tej historii, pilnując przy tym konsekwentnie, aby cała posiadłość nie niszczała i bez problemu opłacała bieżące rachunki.

OPIS ZAMKU
Patrząc na dzisiejszy Gram Slot, trzeba na chwilę odjąć mu dwa skrzydła. Około 1500 roku z obecnego zamku istniało tylko skrzydło wschodnie, w dodatku w znacznie bardziej średniowiecznym wydaniu: z wysokim stromym dachem, schodkowymi szczytami i niewielkimi oknami. Stało ono na niedużej wyspie, więc woda załatwiała sporą część spraw związanych z obroną i przy okazji dodawała siedzibie odpowiedniej powagi.

Sam ceglany dom to oczywiście nie wszystko. Obok musiało znaleźć się miejsce dla służby, koni, zapasów, wozów i całego gospodarczego zaplecza, bez jakiego każdy gospodarz szybko przekonałby się, jak krucha jest jego pozycja. Służyły temu zapewne drewniane lub szachulcowe budynki skupione wokół dziedzińca, których rozmieszczenia nie da się dziś ustalić, bo źródła zostawiły nam tylko pustkę zamiast planu.

Od tamtych czasów miejsce to zmieniło się jednak na tyle, że przeszłość nie ma tu już punktu zaczepienia. Jeden murowany dom rozrósł się do trzech dwukondygnacyjnych skrzydeł, które otaczają otwarty od północy dziedziniec. Wszystkie one mają ceglane elewacje i czerwone dachy, więc wyglądają na całkiem zgrany komplet, choć każde pochodzi z innego stulecia.

Jedyną ocalałą pamiątką po pięćsetletniej warowni jest dziś skrzydło wschodnie – dawne Fruerstuehus. I choć przerabiano je bez litości przez kolejne stulecia, stary gotyk wciąż przebija z północnej elewacji, a przesunięte kondygnacje gwałtownie zderzają się z geometrią skrzydła południowego. Ta młodsza część, dodana po 1669 roku, miała natomiast zadawać szyku – stąd efektowny ryzalit z zegarem od frontu i reprezentacyjne wykusze od parku, pod których elegancką formą ukryto po prostu zamkowe sławojki. Kompozycję domknęło w XVIII wieku skrzydło zachodnie, mieszczące główne wejście i okazały ciąg schodowy.

W środku również pozostało sporo z dawnej rezydencji. W skrzydłach południowym i zachodnim zachowały się duże sale połączone amfiladowo, boazerie, sztukaterie, stare drzwi oraz żeliwne piece. Jest też piec kaflowy, do którego opał dokładano z sąsiedniego pomieszczenia, dzięki czemu służba mogła zajmować się ogrzewaniem bez pętania się pod nogami państwa. Piwnice zajmowały całe gospodarcze zaplecze zamku, z kuchnią, spiżarniami i składem na wino, natomiast piętra należały już do właścicieli i ich gości.

Południową stronę rezydencji zajmuje park, w którym pod koniec XVII wieku zrobiono wiele, by zrekompensować jego wybitnie wiejską lokalizację. To właśnie wtedy państwo Schack postanowili przenieść na prowincję odrobinę światowego szyku i naszpikowali teren kaskadami, fontannami oraz kunsztownym układem tarasów. Można jedynie podejrzewać, że ten cały architektoniczny popis, zwieńczony włoską grotą i okiem Opatrzności, miał stanowić elegancki parawan dla posiadłości, której dochody i tak sprowadzały się ostatecznie do masowej produkcji nabiału.

STAN OBECNY
W 2007 roku Gram Slot zmienił właścicieli i po około 25 latach, podczas których zamek pozostawał pusty, ponownie zaczął tętnić życiem. Posiadłość kupili
Sanne i Svend Brodersenowie
, którzy zamiast urządzać tutaj kolejne muzeum z kapciami, gablotami i zakazem dotykania czegokolwiek, postawili na zupełnie inny model. Gram miał pozostać zabytkiem, ale jednocześnie normalnie funkcjonować i na siebie zarabiać.
Podczas gdy wschodnie, najstarsze skrzydło służy dziś państwu Brodersenom za prywatną przestrzeń życiową, skrzydła południowe i zachodnie muszą twardo zarabiać na swoje utrzymanie. Urządzono w nich salę koncertową, przestrzeń na wesela oraz zaplecze konferencyjne udostępniane odwiedzającym. Zamiast sterylnego muzeum powstało więc tak zwane „żywe dziedzictwo”, w którym mury hrabiów Schack nadal służą do tego samego co kiedyś — do robienia zamieszania, tylko na nieco innych zasadach.

Sama rezydencja to zresztą zaledwie wierzchołek tej wiejskiej machiny, bo Brodersenowie zarządzają też dobrami Gram i Nybøl, co daje imponujące 2500 hektarów terenu pod duży biznes ekologiczny. To właśnie rolnictwo spina finansowo cały ten interes, a własne plony zasilają tutejszą kuchnię, sklep oraz normalne półki marketów. Posiadłość nie musi więc udawać dawnego latyfundium na potrzeby przyjezdnych, bo jest nim w stu procentach — pola żyją swoim rytmem, w oborach trwa hodowla, a stodoły pracują na siebie zamiast robić za malownicze tło do zdjęć.

Nowe zastosowanie znaleziono także dla zabudowań dawnego folwarku, które przeszły gruntowny lifting funkcjonalny. Ogromną oborę i stodołę holsztyńską zaadaptowano na potrzeby targów, jarmarków oraz warsztatów, wprowadzając obok sklep firmowy, kawiarnię i Restaurant Gramgård. Zaplecze uzupełniają muzeum rolnictwa, trasy spacerowe oraz pokoje dla gości, których zamiast w zamkowych apartamentach kwateruje się w rozsianych po posiadłości historycznych obiektach.

Gram Slot nie należy do zamków, do których wpada się z marszu – wnętrza można zobaczyć tylko podczas organizowanych w wybrane dni wycieczek z przewodnikiem. Terminy warto wcześniej sprawdzić na stronie zamku, żeby nie pocałować zabytkowej klamki. Park można natomiast zwiedzać samodzielnie, więc nawet gdy zamek pokaże człowiekowi drzwi – i to od tej mniej gościnnej strony – pozostaje obejście rezydencji dookoła. Podczas mojej wizyty trafiłem właśnie na taki układ: zamek zamknięty na głucho, z planów oglądania wnętrz wyszło wielkie nic, więc pozostało mi łazić po parku, korzystając z przywilejów turysty, któremu chwilowo skończyły się lepsze pomysły.

Zanim odwiedzający w ogóle dotrą do zamku, po drugiej stronie ulicy uwagę kradnie im atrakcja z zupełnie innej bajki — potężne kości kaszalota. Ten gigant leży sobie w przeszklonym budynku Hvalhuset, nieopodal pałacowej bramy, budząc konsternację w środku jutlandzkiego lądu. Tyle że obecność walenia w tym miejscu ma swoje twarde uzasadnienie, bo w pobliskiej kopalni gliny Gram Lergrav od lat odkopuje się skamieniałości morskich stworów sprzed milionów lat. Sam szkielet jest jednak współczesnym znaleziskiem z plaży Henne Strand, skąd po wyciągnięciu na brzeg w 1984 roku trafił po paru latach do swojego dzisiejszego, efektownego ekspozytora.


DOJAZD
Gram leży pomiędzy Ribe a Haderslev, około 20 km od obu miast i niespełna 40 km od granicy z Niemcami. Najwygodniej dotrzeć tutaj samochodem – z północy lub południa autostradą E45, a następnie lokalnymi drogami w kierunku Gram; od strony zachodniego wybrzeża najprostszy dojazd prowadzi przez Ribe. Sam zamek znajduje się pod adresem: Slotsvej 54, 6510 Gram.
Samochód można zostawić na bezpłatnym parkingu przy Østervej, położonym niedaleko zamku.
Rower można wprowadzić na teren parku, natomiast nie udało mi się znaleźć informacji, czy wolno po jego alejkach również jeździć. Znając jednak duńskie zamiłowanie do dwóch kółek, trudno spodziewać się pościgu z widłami za każdym, kto zapomni zejść z siodełka – choć dla świętego spokoju lepiej potraktować park jako miejsce do spaceru z rowerem niż do bicia rekordów prędkości na szutrze.
ZAMKI W DANII
- Trøjborg – Trøjborg Slotsruin
LITERATURA
- L. S. Madsen: Gram Slot i middelalderen
- C. P. Rasmussen: Grams ejere
- J. Overby: Slottets bygninger
- M. Abrahamsson: Slotshaven ved Gram
- C. P. Rasmussen: Gram gods gennem 770 år
- trap.lex.dk
- www.danskeherregaarde.dk
- www.gramslot.dk
- trap5.lex.dk