ŠIBENIK

tvrđava Šubićevac (Barone)

TWIERDZA BARONE W SZYBENIKU – STRAŻNICZKA CZASU I DOBREGO WIDOKU!
(FOT. ZAPOŻYCZONA Z WIKIPEDII)

DZIEJE TWIERDZY


Na wapiennym wzgó­rzu Vi­da­kuša, po­nad da­cha­mi Szy­be­ni­ka, wzno­si się Twier­dza Ba­ro­ne – nie ty­le triumf stra­te­gii, co upo­ru tych, któ­rzy przez dzie­się­cio­le­cia pró­bo­wa­li prze­ko­nać opie­sza­łych de­cy­den­tów, że mia­sto nie obro­ni się sa­mo. Już od po­ło­wy XVI wie­ku re­kto­rzy i po­sło­wie mia­sta ostrze­ga­li, że do­tych­cza­so­we umoc­nie­nia – mu­ry miej­skie i śre­dnio­wie­czny za­mek św. Mi­cha­ła – są ni­czym pa­ra­sol w hu­ra­ga­nie: zu­ży­te, po­ło­żo­ne zbyt ni­sko i nie­zdol­ne ode­przeć po­waż­ne­go ata­ku. Ko­lej­ne ra­po­rty, peł­ne tro­ski i ar­gu­men­tów, tra­fia­ły do se­na­tu we­ne­ckie­go z god­ną po­dzi­wu re­gu­lar­no­ścią. I z rów­nie god­ną po­li­to­wa­nia sku­te­czno­ścią – od­po­wied­zią by­ła nie­zmien­na man­tra o pu­stym skar­bcu. Im dłu­żej od­wle­ka­no de­cy­zję, tym wy­raź­niej oka­zy­wa­ło się, że naj­więk­szym za­gro­że­niem dla Szy­be­ni­ka nie są dzia­ła wro­ga, lecz wła­sna bez­czyn­ność.

ZAMEK ŚW. MICHAŁA – KIEDYŚ WALECZNY, DZIŚ MELODYCZNY: AMFITEATR W SERCU SZYBENIKA!

Niepokój, który przez la­ta są­czył się z ra­por­tów i pe­ty­cji, w koń­cu przy­brał re­al­ny kształt. Wio­sną 1646 ro­ku, gdy woj­na o Kre­tę za­czę­ła na do­bre po­chła­niać uwa­gę Eu­ro­py, osmań­ska ar­mia w Bo­śni szy­ko­wa­ła się do ude­rze­nia na Dal­ma­cję. W tym sa­mym cza­sie w Szy­be­ni­ku po­ja­wi­li się dwaj klu­czo­wi przy­by­sze: nie­mie­cki ba­ron Chri­stoph Mar­tin von De­gen­feld (zm. 1653), któ­ry ob­jął do­wódz­two nad obro­ną mia­sta, oraz ge­nueń­ski in­ży­nier An­to­nio Le­ni, z pla­na­mi mo­der­ni­za­cji wy­słu­żo­nych for­ty­fi­ka­cji. Mie­szkań­cy raz jesz­cze zwró­ci­li się do We­ne­cjan z pro­śbą o wspar­cie. Tym ra­zem nie usły­sze­li co praw­da wy­raź­ne­go „nie”, ale i tak nie do­cze­ka­li się re­al­nej po­mo­cy.

TRZY TWIERDZE JAK STRAŻNICY CZASU – RYCINA JOANA BLAEUA Z XVII WIEKU UKAZUJE SZYBENIK GOTOWY NA KAŻDY POWIEW NIEPRZYJAZNEGO WIATRU

Milczenie władz cen­tral­nych wy­star­czy­ło za zgo­dę. 1 sier­pnia 1646 ro­ku ru­szy­ła bu­do­wa dwóch no­wych twierdz – Ba­ro­ne i św. Ja­na. Nie z roz­ka­zu, nie za pań­stwo­we pie­nią­dze, tyl­ko z ini­cja­ty­wy sa­mych miesz­kań­ców, któ­rzy po­sta­no­wi­li nie cze­kać na cud z We­ne­cji i wzię­li spra­wy w swo­je rę­ce. Po za­le­dwie 58 dniach mia­sto by­ło go­to­we do obro­ny – z no­wy­mi umoc­nie­nia­mi i jesz­cze śwież­szym prze­ko­na­niem, że je­śli chce się prze­trwać, le­piej dzia­łać niż pro­sić.

PLAN UMOCNIEŃ SZYBENIKA, 1667 – TU KAŻDA LINIA NA MAPIE MIAŁA BYĆ LINIĄ ŻYCIA

Pod koniec sier­pnia 1647 ro­ku w oko­li­ce mia­sta do­ta­rła naj­więk­sza ar­mia, ja­ka po­ja­wi­ła się w Dal­ma­cji od cza­sów rzym­skich – 25 do 30 ty­się­cy żoł­nie­rzy i oko­ło dwa­dzie­ścia dział mia­ło wy­star­czyć, by raz na za­wsze zła­mać opór Szy­be­ni­ka. No­cą z 24 na 25 sier­pnia roz­po­czę­ło się oblę­że­nie. Głów­ne ude­rze­nie spa­dło na twier­dzę św. Ja­na, wspie­ra­ne przez atak na Ba­ro­ne od stro­ny wzgó­rza Ogla­vno. Przez bli­sko trzy ty­go­dnie mia­sto trwa­ło w og­niu i hu­ku ar­ty­le­rii, bro­niąc się z upo­rem, któ­ry zda­wał się prze­kra­czać si­ły je­go miesz­kań­ców. Naj­cięż­szy szturm, uzna­ny za naj­bar­dziej dra­ma­ty­czny mo­ment w hi­sto­rii Szy­be­ni­ka, zo­stał od­par­ty w no­cy z 8 na 9 wrze­śnia. Po­mi­mo li­czeb­nej prze­wa­gi, ar­ty­le­rii i wia­ry w szyb­kie zw­ycię­stwo, Osma­no­wie nie zdo­ła­li prze­ła­mać obro­ny – ich dzia­ła nie zbu­rzy­ły mu­rów, a żoł­nie­rze nie zdo­by­li po­zy­cji.

ZAMIAST CISZY I WIDOKÓW – OGIEŃ I HUK DZIAŁ. TAK WYGLĄDAŁA TWIERDZA PÓŹNYM LATEM 1647 ROKU.

Miasto nie pękło – ani fi­zy­cznie, ani du­cho­wo. Gdy mo­ra­le w obo­zie na­jeź­dźców za­czę­ło spa­dać, za­pa­sy się kur­czyć, a stra­ty ro­snąć, do­wód­cy tu­rec­cy nie mie­li in­ne­go wy­bo­ru: 16 wrze­śnia za­rzą­dzi­li od­wrót. Woj­ska osmań­skie wy­co­fa­ły się w głąb lą­du, ku Drni­šo­wi – roz­bi­te, wy­czer­pa­ne, po­zba­wio­ne złu­dzeń. Szy­be­nik nie tyl­ko prze­trwał, ale udo­wo­dnił, że po­tra­fi obro­nić się nie dzię­ki cu­do­wi, lecz dzię­ki lu­dziom, któ­rzy po­sta­no­wi­li nie od­dać go bez wal­ki.

TWIERDZA ŚW. JANA – TO TUTAJ SPADŁO GŁÓWNE UDERZENIE PODCZAS OBLĘŻENIA W 1647 ROKU. W TLE – ZAMEK ŚW. MICHAŁA, MILCZĄCY ŚWIADKOWIE JEDNEJ Z NAJTRUDNIEJSZYCH CHWIL W HISTORII MIASTA.
Projekt twier­dzy wy­szedł spod rę­ki ge­nu­eń­skie­go in­ży­nie­ra, księ­dza An­to­nio Le­ni, ale to ba­ron Chri­stoph Mar­tin von De­gen­feld, nie­mie­cki szlach­cic we­ne­ckiej służ­by i do­wód­ca obro­ny Szy­be­ni­ka, na­dał tej bu­do­wie re­al­ny kształt – or­ga­ni­zu­jąc pra­ce i oso­bi­ście nad­zo­ru­jąc każ­dy etap. Gdy kurz bi­tew­ny opadł, a mia­sto oca­la­ło, miesz­kań­cy nie mie­li wąt­pli­wo­ści, ko­mu za­wdzię­cza­ją swo­je oca­le­nie. Za­miast na­dać no­wej twier­dzy tra­dy­cyj­ne imię ko­ścio­ła św. Wi­ta, na­zwa­li ją po pro­stu: Ba­ro­ne.

W odróżnieniu od po­zo­sta­łych szy­be­ni­ckich for­tec, któ­re no­szą na­zwy po­bli­skich świą­tyń, ta jed­na wy­róż­nia się świe­ckim pa­tro­nem. W zbio­ro­wej pa­mię­ci miesz­kań­ców ba­ron De­gen­feld zy­skał sta­tus nie­mal rów­ny trzem ofi­cjal­nym pa­tro­nom mia­sta – stał się sym­bo­li­cznym „czwar­tym świę­tym”, opie­ku­nem z krwi i ko­ści, któ­ry za­miast re­li­kwii po­zo­sta­wił plan, mur i le­gen­dę.

ZAMIAST AUREOLI – STALOWY KIRYS. BARON DEGENFELD, SYMBOL ODWAGI I CZWARTY, NIEOFICJALNY PATRON SZYBENIKA

W kolejnych latach osmań­skie za­gro­że­nie nie zni­knę­ło cał­ko­wi­cie – uno­si­ło się nad Szy­be­ni­kiem jak na­trę­tna chmu­ra, któ­rej nie da się roz­go­nić ani mo­dli­twą, ani ra­por­tem do We­ne­cji. Miesz­kań­cy, choć od­pa­rli naj­więk­szy atak, nie mie­li złu­dzeń: wróg mo­że wró­cić, być mo­że licz­niej­szy, le­piej uzbro­jo­ny i z jesz­cze więk­szą ocho­tą na Adria­tyk. Dla­te­go w 1659 ro­ku za­pa­dła de­cy­zja, by nie­wiel­ką do­tąd for­te­cę Ba­ro­ne roz­bu­do­wać i prze­kształ­cić w po­rząd­ną twier­dzę z praw­dzi­we­go zda­rze­nia. Pra­ce nad­zo­ro­wał we­ne­cki prov­ve­di­to­re Dal­ma­cji, Anto­nio Ber­nar­do – czło­wiek, któ­ry mo­że i nie miał ar­ty­stycz­nej du­szy, ale za to znał się na swo­im fa­chu i bu­do­wał ba­stio­ny, któ­re po­tra­fi­ły wy­trzy­mać coś wię­cej niż tyl­ko po­kaz si­ły na dzień do­bry.

TRZY TWIERDZE, JEDNO MIASTO – NA PIERWSZYM PLANIE BARONE, DALEJ NA WZGÓRZU FORT ŚW. JANA, A W ODDALI, NAD ZATOKĄ, ZAMEK ŚW. MICHAŁA. SZYBENIK JAKO FORTECA Z TRZECH STRON.

W ramach rozbudowy pół­no­cna część Ba­ro­ne zy­ska­ła no­we pół­ba­stio­ny, so­li­dne wa­ły i ca­ły ze­staw ulep­szeń, któ­re nie tyl­ko po­pra­wia­ły obron­ność, ale też po­zwa­la­ły obroń­com od­dy­chać z nie­co więk­szym spo­ko­jem. Od stro­ny mia­sta po­ja­wi­ły się ko­sza­ry, ma­ga­zy­ny i głów­ne wej­ście – wy­star­cza­ją­co re­pre­zen­ta­cyj­ne, by moż­na by­ło przez nie dum­nie ma­sze­ro­wać, i wy­star­cza­ją­co prak­ty­czne, by w ra­zie po­trze­by umo­żli­wić szyb­ki od­wrót. Prze­bu­do­wa­na pół­noc­na ścia­na, wier­na ów­cze­snej mo­dzie we­ne­ckich for­ty­fi­ka­to­rów, zo­sta­ła wy­po­sa­żo­na w ar­ma­tnie strzel­ni­ce i so­li­dne za­ple­cze woj­sko­we. Ba­ro­ne zy­ska­ła nie tyl­ko wię­cej ka­mie­nia, ale i wię­cej cha­ra­kte­ru – prze­sta­ła być tyl­ko nie­wiel­ką straż­ni­cą, a sta­ła się jas­nym syg­na­łem dla każ­de­go, kto miał­by ocho­tę pró­bo­wać sił: z tym mia­stem nie ma żar­tów.

BARONE OD PÓŁNOCY – REKONSTRUKCJA 3D UKAZUJE KOSZARY, STRZELNICE I MASYWNE BASTIONY. FORTYFIKACJA, KTÓRA PRZESTAŁA BYĆ PROWIZORKĄ I STAŁA SIĘ DEKLARACJĄ SIŁY.

Pod koniec XVII wie­ku, gdy osmań­skie za­gro­że­nie za­czę­ło roz­pły­wać się w an­na­łach hi­sto­rii, twier­dza Ba­ro­ne po­wo­li tra­ci­ła swo­ją ra­cję by­tu. Ostat­ni żoł­nierz zszedł z po­ste­run­ku, a ra­zem z nim zni­knę­ły dy­scy­pli­na, czuj­ność i sens trzy­ma­nia mu­rów w go­to­wo­ści. Po­zo­sta­wio­na sa­mej so­bie, przez ko­lej­ne de­ka­dy kru­sza­ła w ci­szy – ka­mień po ka­mie­niu, de­tal po de­ta­lu – aż zo­sta­ła z niej je­dy­nie su­ro­wa syl­we­ta, bar­dziej świa­dek niż uczest­nik cze­go­kol­wiek.

MAGAZYN AMUNICJI, KTÓRY PRZESZEDŁ NA EMERYTURĘ – JUŻ NIE STRZELA, ALE WCIĄŻ OPOWIADA

Na początku XX wie­ku mia­sto Szy­be­nik po­sta­no­wi­ło coś z tym zro­bić: wy­ku­pi­ło te­ren, na­da­ło mu na­zwę Šu­bi­će­vac – ta­ką sa­mą, jak no­wo pla­no­wa­nej dziel­ni­cy – i otwo­rzy­ło przed for­te­cą no­wy roz­dział. Za­miast żoł­nie­rzy po­ja­wi­li się me­te­oro­lo­dzy, ku­cha­rze, kel­ne­rzy i tu­ry­ści. Przez la­ta Ba­ro­ne peł­ni­ła roz­ma­ite funk­cje: by­ła sta­cją me­te­oro­lo­gicz­ną, re­stau­ra­cją, klu­bem, punk­tem wi­do­ko­wym, a na­wet ścież­ką spa­ce­ro­wą dla tych, któ­rzy hi­sto­rię lu­bią bar­dziej oglą­dać niż czy­tać. W koń­cu jed­nak nad­szedł jej mo­ment: w la­tach 2014–2016 prze­szła kom­ple­kso­wą re­no­wa­cję i wró­ci­ła do gry. Mo­że nie bro­ni już mia­sta, ale na­dal je ob­ser­wu­je – z dy­stan­sem, spo­ko­jem i świa­do­mo­ścią, że praw­dzi­wa si­ła nie za­wsze tkwi w mu­rach.

MOŻE NIE BRONI, ALE NADAL OBSERWUJE – JAK STRAŻNIK, KTÓRY JUŻ NIC NIE MUSI, ALE CIĄGLE WSZYSTKO WIDZI

OPIS TWIERDZY


Pierwotna twier­dza Ba­ro­ne nie­wie­le mia­ła wspól­ne­go z mo­nu­men­tal­ną wa­ro­wnią – wy­glą­da­ła ra­czej jak zbroj­na im­pro­wi­za­cja na wzgó­rzu. Zbu­do­wa­na w 1646 ro­ku praw­do­po­do­bnie tech­ni­ką su­che­go ka­mie­nia, przy­po­mi­na­ła for­tecz­ną wer­sję „zrób to sam” – szyb­ko, ta­nio i oby się trzy­ma­ło. Jed­nak już trzy­na­ście lat póź­niej we­ne­cki prov­ve­di­to­re An­to­nio Ber­nar­do uznał, że mia­sto za­słu­gu­je na coś wię­cej niż ka­mien­ny szkic obro­ny i roz­po­czął grun­to­wną prze­bu­do­wę.

Nowa twierdza, sty­lo­wo nie­re­gu­lar­na jak gwia­zda ry­so­wa­na przez ucznia na mar­gi­ne­sie ze­szy­tu, zo­sta­ła uzbro­jo­na w ba­stio­ny, wa­ły ziem­ne i pół­ba­stio­ny po stro­nie pół­no­cnej – wszyst­ko zgod­nie z ów­cze­sną mo­dą na ge­ome­trię wo­jen­ną. Tam wła­śnie ulo­ko­wa­no sta­no­wi­ska ar­ty­le­ryj­skie, pod­czas gdy po­łu­dnio­wa część peł­ni­ła ro­lę ko­szar i ma­ga­zy­nów, z ca­łym woj­sko­wym za­ple­czem. Nie­ste­ty, kie­dy osta­tni osmań­ski sztan­dar zni­knął za ho­ry­zon­tem, en­tu­zjazm dla kon­ser­wa­cji rów­nie szyb­ko się ulot­nił. For­te­ca stop­nio­wo tra­ci­ła swój wo­jen­ny ma­je­stat, aż zo­sta­ła zre­du­ko­wa­na do ro­li ma­lo­wni­czej ku­py ka­mie­ni – ide­al­nej dla za­ko­cha­nych, spa­ce­ro­wi­czów i en­tu­zja­stów ru­in wszel­kie­go sor­tu.

PLAN Z 1798 ROKU UKAZUJE TWIERDZĘ BARONE JAKO GEOMETRYCZNE DZIEŁO OBRONNE – BASTIONY, PÓŁBASTIONY I STRATEGICZNY PODZIAŁ PRZESTRZENI ZGODNIE Z MODĄ FORTYFIKATORÓW TAMTYCH CZASÓW

STAN OBECNY


Dziś twierdza Barone, nie­gdyś klu­czo­wy punkt opo­ru prze­ciw Osma­nom, nie sły­szy już hu­ku ar­mat, lecz brzmie­nie jaz­zu i śmiech tu­ry­stów. Wraz z dwie­ma po­zo­sta­ły­mi twier­dza­mi Szy­be­ni­ka two­rzy uni­kal­ny sys­tem obron­ny, któ­ry przez stu­le­cia strzegł mia­sta, a obec­nie uzna­wa­ny jest za je­den z cen­niej­szych ze­spo­łów for­ty­fi­ka­cji w Eu­ro­pie.

TWIERDZA BARONE – DAWNIEJ GRZMIAŁY TUTAJ ARMATY, DZIŚ BRZMIĄ MUZYKA I ŚMIECH. JEDNA Z TRZECH TWIERDZ SZYBENIKA, KTÓRE Z WOJENNEJ HISTORII ZROBIŁY ATRAKCJĘ NA SKALĘ EUROPY.

Po latach za­po­mnie­nia Ba­ro­ne prze­szła im­po­nu­ją­cą me­ta­mo­rfo­zę – z ru­iny w no­wo­cze­sne cen­trum hi­sto­rii. Od­no­wio­na dzię­ki wspar­ciu UE, po­now­nie otwo­rzy­ła się dla zwie­dza­ją­cych w 2016 ro­ku i od ra­zu zdo­by­ła ty­tuł „Kul­tu­ral­nej Atrak­cji Ro­ku”. Dziś ofe­ru­je nie tyl­ko cy­fro­wą po­dróż przez prze­szłość Szy­be­ni­ka – dzię­ki roz­sze­rzo­nej rze­czy­wi­sto­ści i mul­ti­me­dial­nym in­sta­la­cjom – ale też wi­do­ki, któ­re aż pro­szą się o zdję­cie. Smart­fo­ny wy­cho­dzą z kie­sze­ni sa­me, a w pa­mię­ci zo­sta­je coś wię­cej niż tyl­ko obra­zek.

TU NIE TRZEBA AUDIOPRZEWODNIKA, TU WYSTARCZY SPOJRZEĆ

Latem twierdza za­mie­nia się w sce­nę ple­ne­ro­wą: kon­cer­ty jaz­zo­we i wie­czo­ry fil­mo­we przy­cią­ga­ją me­lo­ma­nów i ki­no­ma­nów, a za­cho­dy słoń­ca z mu­rów, z kie­li­szkiem lo­kal­ne­go wi­na w dło­ni, to go­to­wy prze­pis na nie­za­po­mnia­ny wie­czór. Pa­no­ra­ma mia­sta, błę­kit Adria­ty­ku i dal­ma­tyń­skie wy­spy w tle ro­bią wra­że­nie – na­wet na tych, któ­rzy twier­dzą, że wi­dzie­li już wszyst­ko.

Wstęp na te­ren twier­dzy jest, rzecz jas­na, bi­le­to­wa­ny – i to cał­kiem sło­no. Ce­ny w Chor­wa­cji po­szy­bo­wa­ły w gó­rę szyb­ciej niż we­ne­ckie ra­por­ty o za­gro­że­niu, a tu­ry­stów doi się tu z ta­ką wpra­wą, jak­by by­ło to wpi­sa­ne w lo­kal­ne dzie­dzi­ctwo nie­ma­te­rial­ne. Wi­dok z mu­rów jest wpra­wdzie wart każ­de­go eu­ro­cen­ta, ale por­tfel mo­że po­czuć się oblę­żo­ny szyb­ciej niż Szy­be­nik w 1647 ro­ku.

CENA JAK NA TWIERDZĘ – SOLIDNA I ODPORNA NA TARGOWANIE, ALE WIDOKI? BEZCENNE

DOJAZD


W północno-wschodniej czę­ści twier­dzy znaj­du­je się par­king na oko­ło 40 sa­mo­cho­dów. Dla więk­szych po­ja­zdów, ta­kich jak au­to­bu­sy, do­jazd bez­po­śre­dnio pod twier­dzę nie jest mo­żli­wy – war­to więc sko­rzy­stać z po­bli­skich miej­skich par­kin­gów, na przy­kład przy uli­cach Te­žačka i Put Gim­na­zi­je. Dla tych, któ­rzy chcą za­par­ko­wać ta­niej (i nie ma­ją nic prze­ciw­ko krót­kie­mu spa­ce­ro­wi z pięk­nym wi­do­kiem w pa­kie­cie), do­brą opcją są par­kin­gi w oko­li­cach ma­ri­ny, przy Oba­la Hrva­tske Mor­na­ri­ce, al­bo je­den z miej­skich par­kin­gów tu­ry­stycz­nych, np. przy uli­cy Fra Je­ro­li­ma Mi­le­te.

ŹRÓDŁA


  1. Praca zbiorowa: Otkrivanje bogate prošlosti, Muzej grada Šibenika
  2. www.tvrdjava-kulture.hr
  3. en.wikipedia.org
  4. www.castles.nl