BRZEG

zamek książąt piastowskich

ZAMEK W BRZEGU – ELEWACJA POŁUDNIOWA Z REPREZENTACYJNYM PORTALEM BRAMNYM, KTÓRY JUŻ Z DALEKA ZAPOWIADA, ŻE WKRACZA SIĘ DO REZYDENCJI Z ROZMACHEM

DZIEJE ZAMKU


Zamek w Brzegu wyrósł oko­ło ro­ku 1300 w miej­scu daw­nej, drew­nia­nej sie­dzi­by na­mie­stni­ków ksią­żąt wro­cław­skich. Ów dwór, wspo­mnia­ny już w 1235 ro­ku, mie­ścił się bez­pie­cznie w obrę­bie mu­rów miej­skich, po­mię­dzy Bra­mą Wro­cław­ską a dzi­siej­szą bra­mą zam­ko­wą. Tru­dno by­ło wó­wczas przy­pu­szczać, że w tym miej­scu sta­nie kie­dyś ser­ce po­li­ty­ki – zbu­do­wa­ne już z ka­mie­nia, znacz­nie trwal­sze­go niż drew­no, któ­re do­tąd tyl­ko uda­wa­ło re­zy­den­cję.

ZAMEK OD ZACHODU, MIEJSCE, GDZIE HISTORIA SPOTYKA SIĘ Z ARCHITEKTURĄ CODZIENNOŚCI

Rok 1311 odmienił jed­nak lo­sy Brze­gu – mia­sto sta­ło się sto­li­cą no­we­go księ­stwa, po­cząt­ko­wo obej­mu­ją­ce­go je­dy­nie zie­mię brze­ską, a od 1347 ro­ku tak­że leg­ni­cką. Za­mek prze­obra­ził się w re­zy­den­cję ksią­żę­cą, w któ­rej po­li­ty­ka spo­ty­ka­ła się z dwor­ską co­dzien­no­ścią, peł­ną ce­re­mo­nii i dy­skret­nych in­tryg. Trwa­ło to aż do śmier­ci ostat­nie­go wład­cy, po czym zie­mie bez więk­szych ce­re­gie­li prze­szły w rę­ce ce­sar­skie, a lo­kal­na hi­sto­ria płyn­nie do­łą­czy­ła do więk­szej opo­wie­ści Eu­ro­py.

BRZEG OKOŁO 1750 ROKU – NA RYCINIE F. B. WERNERA WIDAĆ REGULARNĄ SIATKĘ ULIC I ZAMEK, KTÓRY DOMINUJE W PÓŁNOCNO-WSCHODNIM NAROŻU UMOCNIEŃ
Nazwę osady, a póź­niej mia­sta, zwy­cza­jo­wo łą­czy się z nur­tem Od­ry i kształ­tem jej brze­gów. Wy­so­ki Brzeg po raz pier­wszy po­ja­wił się w do­ku­men­cie z 21 grud­nia 1234 ro­ku – za­pew­ne bez świa­do­mo­ści, że to po­czą­tek dłu­giej tra­dy­cji za­pi­sy­wa­nia go na róż­ne spo­so­by. W ko­lej­nych wie­kach mia­sto wy­stę­po­wa­ło w źród­łach ja­ko Wis­so­ke Brzeg, Vi­so­ke­breg czy Bre­ga – na­zwy róż­ne, miej­sce to sa­mo. Zmie­nia­ły się tyl­ko cza­sy, któ­re – jak wi­dać – mia­ły rów­nie zmien­ny cha­ra­kter jak ich ję­zyk.

KOLEJNA RYCINA WERNERA - ZAMEK Z XVIII WIEKU W FORMIE, KTÓRĄ BEZ TRUDU ROZPOZNAMY I DZIŚ

Zapoczątkowana przez księ­cia Bo­le­sła­wa Ro­ga­tkę li­nia Pia­stów leg­ni­cko-brze­skich po raz pier­wszy zy­ska­ła to mia­no w zwią­zku z zam­kiem w Brze­gu. Od­no­si­ło się ono do rzą­dów sa­me­go Ro­ga­tki, je­go sy­na Hen­ry­ka V oraz wnu­ka – Bo­le­sła­wa III Roz­rzu­tne­go , któ­ry wład­cą był ty­leż ener­gi­cznym, co hoj­nie roz­rzu­ca­ją­cym ma­ją­tek. Ich na­stęp­cy, na­zwa­ni wie­ki póź­niej fa­mi­lia Pia­stae, zwią­za­li się z Brze­giem na ty­le moc­no, że zo­sta­wi­li tu dłu­gą li­stę śla­dów: przy­wi­le­je, fun­da­cje, bu­do­wle, a na­wet bi­blio­te­kę, któ­rej szcząt­ki wy­star­czą dziś, by z du­mą mó­wić o daw­nej świe­tno­ści. Już w 1311 ro­ku dzia­ła­ła w Brze­gu men­ni­ca, bi­ją­ca pier­wsze na zie­miach pol­skich mo­ne­ty gro­szo­we oraz me­da­le pa­mią­tko­we – jak wi­dać, gust do pre­sti­żo­wych do­da­tków nie jest wy­na­la­zkiem cza­sów no­wo­ży­tnych.

BRAMA WJAZDOWA NA ZAMEK W BRZEGU – RENESANSOWA DEFILADA RODU PIASTÓW

Pionierem w roz­bu­do­wie zam­ku oka­zał się w dru­giej po­ło­wie XIV wie­ku ksią­żę Lud­wik I. Je­go me­ce­nat wy­róż­niał się na tle epo­ki – i to nie tyl­ko dzię­ki od­bu­do­wie ro­do­wej sie­dzi­by czy dwóch re­pre­zen­ta­cyj­nych bu­do­wli miej­skich stra­wio­nych przez po­żar: ko­ścio­ła św. Mi­ko­ła­ja oraz ra­tu­sza. Jed­nak je­go naj­więk­szym ge­stem ory­gi­nal­no­ści po­zo­sta­je fakt, że za­miast za­do­wo­lić się no­wy­mi mu­ra­mi, po­stanowił zajrzeć w głąb przeszłości. To właśnie on zlecił w Ryczynie pod Brzegiem pierwsze znane badania archeologiczne na ziemiach polskich – przedsięwzięcie równie nietypowe, jak władca, który najwyraźniej chciał wiedzieć, na czym naprawdę stoi.

PIASTOWIE PATRZĄ Z GÓRY, A NA PLACU PRZED WEJŚCIEM SWÓJ WYSTĘP DAJE PUBLICZNOŚĆ W PEŁNEJ EPOKOWEJ GALOWEJ STYLISTYCE

Po średniowiecznej prze­bu­do­wie Lud­wi­ka za­mek aż do po­ło­wy XVI wie­ku trwał w nie­mal nie­zmie­nio­nej for­mie, jak­by czas po­sta­no­wił go na chwi­lę oszczę­dzić. Do­pie­ro Fry­de­ryk II wraz z żo­ną El­żbie­tą zde­cy­do­wa­li się na­dać mu no­wą sza­tę – re­ne­san­so­wą, ele­gan­cką i bar­dzo na cza­sie. W la­tach 1541–1560 wło­scy ar­chi­te­kci, Ja­kub i Fran­ci­szek Par­ro­wie, prze­kształ­ci­li go­ty­cką wa­ro­wnię w trój­skrzy­dło­wy gmach z kruż­gan­ka­mi ota­cza­ją­cy­mi dzie­dzi­niec, wy­raź­nie in­spi­ro­wa­ny kró­lew­skim Wa­we­lem. Fa­sa­da bra­my, ozdo­bio­na po­pier­sia­mi Pia­stów Ślą­skich, od­sy­ła­ła do drze­wo­ry­tów Kro­ni­ki Pol­skiej Ma­cie­ja Mie­cho­wi­ty – hi­sto­rię moż­na by­ło więc oglą­dać nie­ja­ko w ka­mien­nym skró­cie.

DZIEDZINIEC ZAMKOWY – XIX-WIECZNA PRÓBA PODGLĄDANIA XVI WIEKU, DZIŚ ODŚWIEŻONA CYFROWĄ REKONSTRUKCJĄ, KTÓRA DODAJE FANTAZJI JESZCZE WIĘCEJ BARW

Po śmierci Fry­de­ry­ka w 1547 ro­ku dzie­ło kon­ty­nu­ował je­go syn Je­rzy II . Ćwierć wie­ku do­pie­szczał ar­chi­te­ktu­rę i sztu­kę, two­rząc re­zy­den­cję, któ­rą bez prze­sa­dy moż­na by na­zwać kró­lew­ską. Był też jed­nym z naj­więk­szych me­ce­na­sów kul­tu­ry wśród Pia­stów: za­ło­żył Gim­na­sium Illu­strae, ze­brał uni­ka­to­we księ­gi i rę­ko­pi­sy, roz­bu­do­wy­wał dwo­ry i zam­ki, hoj­nie wspie­rał świą­ty­nie. Hi­sto­ria za­pa­mię­ta­ła go więc ja­ko wład­cę o sze­ro­kich ho­ry­zon­tach i sze­ro­kim ge­ście – a rach­mi­strze za­pew­ne za­pa­mię­ta­li go rów­nie do­brze, sko­ro wraz z dzie­dzi­ctwem po­zo­sta­wił sy­no­wi tak­że po­ka­źne dłu­gi.

KANCELARIA NA ZAMKU W BRZEGU – PRZEDWOJENNY KADR, W KTÓRYM URZĘDOWA CODZIENNOŚĆ MIAŁA OPRAWĘ GODNĄ SALI BALOWEJ

Pod koniec XVI stu­le­cia, zgod­nie z ów­cze­sną mo­dą w ar­chi­te­ktu­rze obron­nej, za­mek wraz z mia­stem osło­nię­to sys­te­mem ba­stio­no­wym. Je­go sku­te­czność spra­wdzo­no w ro­ku 1642, gdy pod­czas woj­ny trzy­dzie­sto­let­niej pod mu­ry Brze­gu po­de­szły od­dzia­ły szwedz­kie do­wo­dzo­ne przez ge­ne­ra­ła Tor­sten­so­na. Je­den z po­ci­sków uszko­dził ksią­żę­cą re­zy­den­cję, co – jak gło­si utrwa­lo­na ane­gdo­ta – do­pro­wa­dzi­ło do fu­rii księż­ną Zo­fię Ka­ta­rzy­nę Po­die­brad, mał­żon­kę Je­rze­go III. Obu­rzo­na pa­ni do­mu mia­ła wów­czas na­pi­sać list do do­wód­cy szwedz­kiej ar­ty­le­rii z żą­da­niem, by za­prze­stał ostrza­łu. We­dle prze­ka­zu apel ten oka­zał się sku­te­czny – co ka­że przy­pu­szczać, że na­wet w chwi­lach naj­więk­szych na­pięć po­tra­fio­no do­ce­nić do­brze sfo­rmu­ło­wa­ną skar­gę.

ZAMEK W BRZEGU OD POŁUDNIA – XVIII-WIECZNY WIDOK WEDŁUG RYCINY WERNERA, ALE W WERSJI AUTORA, KTÓRY DAŁ SIĘ PONIEŚĆ FANTAZJI. OBRAZ RACZEJ JAKO CIEKAWOSTKA NIŻ WIARYGODNY PORTRET PRZESZŁOŚCI.

Ostatnim męskim po­tom­kiem ro­du pia­sto­wskie­go u wła­dzy był Je­rzy IV Wil­helm, któ­ry zmarł mło­do w 1675 ro­ku. Żeń­ska li­nia ro­du trwa­ła jesz­cze w XVIII stu­le­ciu, jed­nak dla lo­sów księ­stwa mia­ło to zna­cze­nie już wy­łącz­nie ge­ne­alo­gi­czne. Mi­mo pre­ten­sji krew­nych Pia­stów, wło­ści prze­szły w rę­ce Hab­sbur­gów na mo­cy pra­wa len­na. Le­opold I , re­zy­du­ją­cy w Wied­niu, przy­jął je do swo­jej ko­le­kcji po­sia­dło­ści – tak licz­nej, że Brzeg stał się w niej ra­czej bi­be­lo­tem niż klej­no­tem.

TAK MIAŁ PREZENTOWAĆ SIĘ ZAMEK W CZASACH CESARSKICH; W TEN SPOSÓB WIDZIAŁ GO XIX-WIECZNY RYSOWNIK, A RESZTĘ PODSZEPNĄŁ ALGORYTMICZNY DEKORATOR
Ostatni piastowski ksią­żę, Georg (Je­rzy) Wil­helm, przy­szedł na świat 29 wrze­śnia 1660 ro­ku na zam­ku w Oła­wie. Je­go ma­tką by­ła Lud­wi­ka An­hal­cka, oj­cem zaś Chri­stian, ksią­żę wo­ło­wski, któ­ry po śmier­ci Ja­na Ka­zi­mie­rza bez po­wo­dze­nia usi­ło­wał się­gnąć po pol­ską ko­ro­nę – hi­sto­ria od­no­to­wa­ła to ra­czej ja­ko epi­zod ma­rzy­cie­la niż po­li­ty­czny suk­ces. W mło­dym księ­ciu po­kła­da­no więc wiel­kie na­dzie­je: brak po­tom­ków wśród stry­jów czy­nił go je­dy­nym dzie­dzi­cem Wo­ło­wa, Le­gni­cy i Brze­gu. Wy­cho­wy­wa­ny we­dle oj­cow­skiej wo­li w pol­skiej tra­dy­cji, kształ­co­ny jed­nak przez nie­mie­ckich na­uczy­cie­li w kal­wiń­skim du­chu, od dzie­ciń­stwa dźwi­gał cię­żar ocze­ki­wań, któ­re – jak się oka­za­ło – ni­gdy nie do­cze­ka­ły pró­by re­ali­za­cji.

JERZY WILHELM – KSIĄŻĘ, W KTÓRYM WIDZIANO PRZYSZŁOŚĆ PIASTÓW, ALE LOS POSTANOWIŁ INACZEJ
Władzę przejął jako pię­tna­sto­la­tek – po śmier­ci oj­ca i ku wy­ra­źnej ul­dze sta­nów leg­ni­cko-brze­skich, któ­re nie da­rzy­ły sym­pa­tią re­gen­cji je­go ma­tki. 14 mar­ca 1675 ro­ku od­by­ła się uro­czy­stość za­przy­się­że­nia no­we­go wład­cy, po­prze­dzo­na obo­wią­zko­wą wi­zy­tą w Wied­niu i hoł­dem dla ce­sa­rza Le­opo­lda I. Wszy­stko wska­zy­wa­ło na obie­cu­ją­ce rzą­dy – do chwi­li, gdy 21 li­sto­pa­da te­go sa­me­go ro­ku mło­dy ksią­żę zmarł, po­ko­na­ny przez go­rą­czkę po po­lo­wa­niu. Wi­ną obar­czo­no ospę, a we­dle tra­dy­cji tak­że chłop­skie­go sy­na z Ko­ście­rzyc, od któ­re­go miał za­ra­zić się śmier­tel­ną cho­ro­bą. Zło­śli­wsi do­da­wa­li, że by­ła to ka­ra za za­bi­cie osta­tnie­go ślą­skie­go ło­sia – i trze­ba przy­znać, że jak na ko­niec ro­du, brzmi to za­ska­ku­ją­co ma­ło do­stoj­nie.

Georg Wilhelm był w dwu­dzie­stym dzie­wią­tym po­ko­le­niu po­to­mkiem le­gen­dar­ne­go Pi­asta, a za­ra­zem osta­tnim og­ni­wem dy­na­stii, któ­ra wy­da­ła 24 kró­lów i 123 ksią­żąt. Dy­na­stia, któ­ra wzno­si­ła pań­stwa i pro­wa­dzi­ła woj­ny, do­cze­ka­ła się koń­ca, gdy jej osta­tni­e­go dzie­dzi­ca po­wa­lił chłop­ski ka­tar.

SARKOFAG JERZEGO WILHELMA – POTĘGA PIASTÓW RUNĘŁA NIE OD MIECZA, LECZ OD KICHNIĘCIA LOSU
Według tradycji ślą­ska li­nia Pia­stów wy­wo­dzi się wprost od le­gen­da­rne­go Pia­sta. Cza­sem jed­nak na po­czą­tku ge­ne­alo­gii po­ja­wia się je­go oj­ciec, Chro­ści­sko – imię zna­czą­ce, bo ozna­cza­ją­ce „mio­tłę”, za­pe­wne w na­wią­za­niu do buj­nej fry­zu­ry księ­cia. We­dług bar­dziej od­wa­żnych in­ter­pre­ta­cji Chro­ści­sko miał być jed­nak nie osob­ną po­sta­cią, lecz przy­dom­kiem sa­me­go Po­pie­la, tej rów­nie kło­po­tli­wej dla hi­sto­ry­ków, co wdzię­cznej dla le­gen­dy fi­gu­ry. Jak wi­dać, po­cząt­ki dy­na­stii są tak peł­ne do­my­słów, że ła­twiej uwie­rzyć w mio­tłę i my­szy niż w je­dno­zna­czną wer­sję wy­da­rzeń.

Chrościsko (wg Galla Anonima) -> Piast -> Siemowit -> Lestek -> Siemomysł -> Mieszko I -> Bolesław I Chrobry -> Mieszko II Lambert -> Kazimierz I Odnowiciel -> Władysław I Herman -> Bolesław III Krzywousty -> Władysław II Wygnaniec -> Bolesław I Wysoki -> Henryk I Brodaty -> Henryk II Pobożny -> Bolesław II Rogatka -> Henryk V Brzuchaty -> Bolesław III Rozrzutny -> Ludwik I brzeski -> Henryk VII z Blizną -> Henryk IX lubiński -> Ludwik III lubiński -> Jan I lubiński -> Fryderyk I legnicki -> Fryderyk II legnicki -> Jerzy II brzeski -> Joachim Fryderyk legnicko-brzeski -> Jan Chrystian brzeski -> Chrystian legnicki -> Jerzy IV Wilhelm

W "CHRONICA POLONORUM" MACIEJA MIECHOWITY KORONACJA BOLESŁAWA CHROBREGO JAWI SIĘ RACZEJ JAKO ALEGORIA POTĘGI NIŻ PAMIĘĆ O FAKTYCZNYM WYDARZENIU

Pod habsburskim be­rłem za­mek utra­cił blask ni­czym daw­ny ary­sto­kra­ta zde­gra­do­wa­ny do ro­li urzęd­ni­ka w pro­win­cjo­na­lnym biu­rze. Za­miast ksią­żę­cych bie­siad po­ja­wi­ły się ce­sar­skie ak­ta, a tam, gdzie nie­gdyś brzmia­ła mu­zy­ka, roz­brzmie­wa­ło skrzy­pie­nie gę­sich piór. Za­nie­dba­ny i po­zo­sta­wio­ny sam so­bie, z wol­na chy­lił się ku upad­ko­wi – aż do chwi­li, gdy w cza­sie woj­ny au­stria­cko-pru­skiej pru­ska ar­ty­le­ria roz­pra­wi­ła się z nim osta­te­cznie. W gruz ru­nę­ły da­chy, wie­że i ozdob­ne kruż­gan­ki oka­la­ją­ce dzie­dzi­niec, a ksią­żę­ca du­ma za­mie­ni­ła się w smu­tny pej­zaż ruin. Oca­lał je­dy­nie bu­dy­nek bram­ny oraz kil­ka sal w skrzy­dle wscho­dnim – dziś ni­czym re­li­kty daw­nej epo­ki, prze­cho­wu­ją­ce reszt­ki ory­gi­nal­ne­go wy­stro­ju, jak­by na prze­kór ca­łej tej dzie­jo­wej za­wie­ru­sze.

OBLĘŻENIE MIASTA PRZEZ ARTYLERIĘ PRUSKĄ W 1742 PRZEDSTAWIONE NA RYCINIE F. B. WERNERA W "TOPOGRAPHIA SILESIAE" ZAMIENIA WOJENNY DRAMAT W PRECYZYJNĄ KOMPOZYCJĘ ŁUKÓW NAD PANORAMĄ MIASTA

Rok 1742 przy­niósł mia­stu zmia­nę przy­na­le­żno­ści pań­stwo­wej – ad­mi­ni­stra­cja pru­ska za­dba­ła, by reszt­ki cen­ne­go wy­po­sa­że­nia tra­fi­ły do Ber­li­na, po­zo­sta­wia­jąc za­mek z pu­sty­mi sa­la­mi. Sam gmach po­tra­kto­wa­no bez więk­szych sen­ty­men­tów: tro­chę go pod­re­pe­ro­wa­no, by nie stra­szył prze­cho­dniów, a na­stęp­nie za­mie­nio­no w kar­czmę i woj­sko­we ma­ga­zy­ny żyw­no­ści. Oto iro­nia lo­su – daw­na ksią­żę­ca re­zy­den­cja sta­ła się skła­dzi­kiem zbo­ża i piw­ni­cą peł­ną be­czek. I trwa­ło­by to za­pew­ne jesz­cze długo, gdy­by w la­tach 20. XX wie­ku ktoś nie do­strzegł, że za­miast wor­ków z mą­ką god­niej by­ło­by prze­cho­wy­wać w tych mu­rach hi­sto­rię. Tak na­ro­dzi­ło się Mu­ze­um Miej­skie – nie­po­zor­ne, ale z mi­sją przy­wra­ca­nia pa­mię­ci miej­scu, któ­re prze­trwa­ło wię­cej upo­ko­rzeń, niż za­słu­gi­wa­ło.

WIDOK Z PLACU ZAMKOWEGO NA DAWNĄ REZYDENCJĘ PIASTÓW W INTERPRETACJI WSPÓŁCZESNEJ, OPARTEJ NA ZNISZCZONEJ PRZEZ CZAS ILUSTRACJI Z 1835 ROKU
ZABYTKI W BRZEGU SZLĄSKIM

[...] Z bu­dyn­ków miesz­czą­cych się w tem­że mieś­cie, za­mek prze­de­wszyst­kiem za­słu­gu­je na u­wa­gę. Ze wspa­nia­łoś­ci te­go do­mu ksią­żę­ce­go, któ­re­mu nieg­dyś ża­den in­ny w ca­łym kra­ju szląs­kim nie zrów­nał, ma­ło co dosz­ło do cza­sów na­szych. Od chwi­li wy­gaś­nie­nia ro­du, któ­ry tu świet­nie pa­no­wał, i prze­mie­nie­nia mias­ta na mias­tecz­ko pro­winc­jo­nal­ne ani ce­sa­rze aus­triac­cy, ani kró­lo­wie prus­cy, pod wła­dzę któ­rych Brzeg dos­tał się póź­niej, b­ynajm­niej nie myś­le­li o na­praw­ie gma­chu pop­rzed­ni­ków swo­ich, a Fry­de­ryk Wiel­ki po za­ję­ciu pro­win­cji obró­cił za­mek na spich­lerz.

ZAMEK W BRZEGU NA POCZTÓWCE Z OKRESU PIERWSZEJ WOJNY ŚWIATOWEJ UWIĘZIONY W ZABITYCH DESKAMI OKNACH I CISZY OCZEKIWANIA
[...] Przes­tę­pu­ją­ce­mu próg por­ty­ku, a wcho­dzą­ce­mu na pod­wó­rze smut­ny przed­sta­wia się ob­raz znisz­cze­nia: li­che bu­dyn­ki dre­wnia­ne zaj­mu­ją miej­sce, gdzie daw­niej wzno­si­ły się pysz­ne ga­ler­ie. Naj­mniej usz­ko­dzo­ną jest tyl­na stro­na por­ty­ku, po­cho­dzą­ca z ro­ku 1551. Po obu stro­nach łu­ku bra­mo­we­go, śmia­ło a wdzięcz­nie za­gię­te­go, wi­dać her­by Leg­ni­cy i Brze­gu, ko­lo­ra­mi pok­ry­te, tu­dzież heł­my, saj­da­ki i in­ne przy­bo­ry wo­jen­ne pięk­nej ro­bo­ty. Pot­rój­nych ga­le­rii o­ka­la­ją­cych pod­wó­rzec ani śla­du już nie ma, ale na dru­gim i trze­cim pięt­rze znać jesz­cze drzwi i ok­na oz­do­bio­ne słup­ka­mi, łba­mi itp., dziś za­mu­ro­wa­ne. Nad scho­da­mi mar­mu­ro­wy­mi, wio­dą­cy­mi na pierw­szą ga­ler­ię, ster­czą gło­wy czte­rech ce­sa­rzy rzym­skich w płas­ko­rzeź­bie, a po le­wej ich stro­nie sześć in­nych głów, mię­dzy któ­ry­mi są i ko­bie­ce. Na ścia­nie po­ka­zu­ją się sła­be śla­dy ob­ra­zu przed­sta­wia­ją­ce­go po­lo­wa­nie na dzi­ka.

DZIEDZINIEC ZAMKU NA POCZĄTKU XX WIEKU: NĘDZA NA MURACH I ROZPACZ W TYNKU
[...] Za­chod­nia stro­na zam­ku, skła­da­ją­ca się z jed­ne­go tyl­ko pięt­ra, po bo­kach wie­ży­ca­mi os­ło­nio­na, zu­peł­nie jest znisz­czo­ną, trzy in­ne zaś, trzech­pięt­ro­we, do­tąd jesz­cze sto­ją. Stro­na po­łud­nio­wa w 1801 do pierw­sze­go pięt­ra zgo­rza­ła, wyż­sza jej część za­tem jest no­wa. Ca­ły bu­dy­nek, dziś pok­ry­ty pros­tym da­chem ceg­la­nym, słu­ży za spich­lerz, w dol­nym więc chy­ba pięt­rze po­zo­sta­ło nie­co z daw­ne­go u­rzą­dze­nia [...]
Jan Mikołaj Fritz, Tygodnik Ilustrowany nr 78, 1861

LATA 30. XX. WIEKU - ZAMEK I KOŚCIÓŁ PODWYŻSZENIA KRZYŻA ŚWIĘTEGO, DWIE BRZESKIE SCENY W JEDNYM KADRZE

Druga wojna światowa obe­szła się z zam­kiem dość ła­go­dnie – jak­by po­ci­ski i bom­by za­ję­ły się in­ny­mi ce­la­mi, po­zo­sta­wia­jąc tę zni­szczo­ną już wcze­śniej bu­do­wlę w spo­ko­ju. Do­pie­ro po prze­ję­ciu Ślą­ska przez pol­ską ad­mi­ni­stra­cję i wpi­sa­niu go w kra­jo­braz tak zwa­nych Ziem Od­zy­ska­nych do­strze­żo­no w nim szan­sę. Za­mek mógł stać się nie ru­iną, lecz em­ble­ma­tem pol­sko­ści i ba­stio­nem pia­stow­skiej tra­dy­cji. Brzmia­ło to gór­no­lo­tnie, ale tym ra­zem za wiel­ki­mi ha­sła­mi po­szły czy­ny – w 1966 ro­ku ru­szy­ła mo­zol­na, a za­ra­zem im­po­nu­ją­ca re­kon­stru­kcja.

FRAGMENT SKRZYDŁA POŁUDNIOWO-ZACHODNIEGO W LATACH 50. XX WIEKU Z PROPAGANDĄ WYKRZYCZANĄ NA ELEWACJI ORAZ OBECNIE Z ELEGANCKĄ BIELĄ

Prace trwały nie­mal trzy de­ka­dy i za­koń­czy­ły się suk­ce­sem: od­two­rzo­no ele­wa­cje i wnę­trza, przy­wró­co­no trzy­kon­dy­gna­cyj­ne kruż­gan­ki oka­la­ją­ce dzie­dzi­niec, od­no­wio­no por­ta­le, ok­na i re­ne­san­so­we de­ta­le, a na­wet za­pro­je­kto­wa­no od pod­staw ogro­dy w sty­lu wło­skim – jak­by ksią­żę­ta mie­li za­raz zejść na spa­cer. Za­mek od­zy­skał god­ność i no­we ży­cie ja­ko sie­dzi­ba Mu­ze­um Pia­stów Ślą­skich – je­dy­nej w Pol­sce in­sty­tu­cji, któ­ra z ta­kim roz­ma­chem i kon­se­kwen­cją opo­wia­da o tej dy­na­stii i jej ro­li na Ślą­sku. I choć moż­na by rzec, że hi­sto­ria obe­szła się z nim dość bru­tal­nie, to fi­nał oka­zał się za­ska­ku­ją­co szczę­śli­wy: z ru­iny po­wstał sym­bol, a z daw­nej re­zy­den­cji – osto­ja pa­mię­ci.

ELEWACJA POŁUDNIOWA ZAMKU W BRZEGU W POŁOWIE LAT 60. XX WIEKU, HISTORIA SPĘKAŁA NA MURACH, A OBOK PRZEMYKA NOWA IKONA CODZIENNOŚCI

OPIS ZAMKU


Dzisiejszy zamek to efekt dzie­się­cio­le­ci re­kon­stru­kcji – cier­pli­we­go skła­da­nia pu­zzli z prze­szło­ści, któ­re osta­te­cznie uło­ży­ły się w obraz re­ne­san­so­wej re­zy­den­cji z koń­ca XVI wie­ku. Jak do­kła­dnie wy­glą­da­ła pier­wo­tna wa­ro­wnia, nie wie­my – hi­sto­ria za­cho­wa­ła tu wię­cej ta­je­mnic niż wska­zó­wek – ale nie­któ­re śre­dnio­wie­czne ele­men­ty wciąż da­ją się roz­po­znać. To prze­de wszyst­kim go­ty­cka ko­le­gia­ta św. Ja­dwi­gi , za­my­ka­ją­ca po­łu­dnio­wy na­ro­żnik za­ło­że­nia, smu­kła pro­sto­kąt­na Wie­ża Lwów , a tak­że po­zo­sta­ło­ści ksią­żę­ce­go do­mu miesz­kal­ne­go, spryt­nie wto­pio­ne w za­bu­do­wa­nia wscho­dnie­go skrzy­dła.

ZAMEK W BRZEGU W LATACH 70. XX WIEKU, UCHWYCONY Z LOTU PTAKA PODCZAS KOLEJNEGO ETAPU RENOWACJI

Prawdziwa rewolucja przy­szła jed­nak do­pie­ro w XVI wie­ku, gdy Fry­de­ryk II za­pra­gnął na­dać swej sie­dzi­bie odro­bi­nę wło­skie­go szny­tu i splen­do­ru. Wte­dy wła­śnie po­wstał zwar­ty, czte­ro­skrzy­dło­wy kom­pleks, któ­re­go ser­cem stał się roz­le­gły dzie­dzi­niec – ozdo­bio­ny ni­czym te­atral­na sce­no­gra­fia trzy­kon­dy­gna­cyj­ny­mi kruż­gan­ka­mi. To one do dziś two­rzą wi­zy­tó­wkę zam­ku: lek­ką, re­ne­san­so­wą ko­ron­kę z ka­mie­nia, któ­ra spra­wia, że ca­ła re­zy­den­cja wy­da­je się ra­czej pa­ła­cem hu­ma­ni­stów niż ba­stio­nem obro­ny.

DZIEDZINIEC ZAMKOWY – RENESANSOWA SCENOGRAFIA Z KRUŻGANKÓW, KTÓRA Z SOLIDNEJ TWIERDZY UCZYNIŁA PAŁAC DLA HUMANISTÓW

Dziedziniec zam­ko­wy w cza­sach świe­tno­ści był ni­czym sce­no­gra­fia do spe­kta­klu, w któ­rym każ­dy ka­mień pchał się na pier­wszy plan. Rzeź­by i ma­lo­wi­dła zdo­bi­ły go tak hoj­nie, że go­ście za­pe­wne nie wie­dzie­li, czy po­dzi­wiać ar­chi­te­ktu­rę, czy ra­czej ma­rtwić się, że przy­tło­czy ich na­dmiar pięk­na. Por­tal bram­ny py­sznił się sztu­ka­te­rią, wnę­trza ku­si­ły or­na­men­ta­mi – i wszy­stko to ra­zem two­rzy­ło dzie­ło, któ­re już współ­cze­śni uzna­wa­li za pe­rłę ślą­skie­go re­ne­san­su. Pe­rłę, do­daj­my, lśnią­cą tak moc­no, że aż tro­chę osten­ta­cyj­nie.

PORTAL BRAMNY PRZED I PO RENOWACJI – KIEDYŚ ZDUSZONY CIĘŻAREM WIEKÓW I OBOJĘTNOŚCI, DZIŚ PRZYWRACA LEKKOŚĆ RENESANSOWEJ KORONKI

Na tej fali zachwytu wy­win­do­wa­li się tak­że bra­cia Par­ro­wie, ar­chi­te­kci ca­łe­go przed­się­wzię­cia. Z Brze­gu ru­szy­li na eu­ro­pej­skie sa­lo­ny ar­chi­te­ktu­ry – a ra­czej na kró­lew­skie dwo­ry. W War­sza­wie do­sta­li zle­ce­nie na mo­der­ni­za­cję zam­ku, a w szwedz­kiej Up­psa­li pil­no­wa­li bu­do­wy kró­lew­skiej re­zy­den­cji. Moż­na by rzec: ka­rie­ra jak z baj­ki – od „pro­win­cjo­nal­ne­go” Brze­gu pro­sto do kró­lew­skich kom­nat. I to wszy­stko dzię­ki te­mu, że po­tra­fi­li spra­wić, by dzie­dzi­niec urze­kał lek­ko­ścią i pięk­nem, za­miast przy­tła­czać su­ro­wo­ścią obron­nej ar­chi­te­ktu­ry.

Opis GIF-a
PLAN ZAMKU W BRZEGU – PROSTY RYSUNEK ODSŁANIA UPORZĄDKOWANY UKŁAD BRYŁY Z DZIEDZIŃCEM W SERCU REZYDENCJI

Największą perłą zam­ku po­zo­sta­je bu­dy­nek bram­ny – dum­nie wzo­ro­wa­ny na łu­ku trium­fal­nym. Trze­ba przy­znać, że ro­bi wra­że­nie: je­go ele­gan­cka fa­sa­da sta­wia go w jed­nym rzę­dzie z ka­pli­cą Zyg­mun­to­wską na Wa­we­lu, czy­li w abso­lu­tnej li­dze mi­strzów re­ne­san­so­wej rzeź­by. Na pia­skow­cu ze Zło­to­ryi wy­rze­źbio­no w na­tu­ral­nej wiel­ko­ści pa­rę ksią­żę­cą – Je­rze­go II i Bar­ba­rę Bran­den­bur­ską – któ­rym to­wa­rzy­szą he­ral­dy­czne kar­tu­sze pod­trzy­my­wa­ne przez gier­mków. Praw­dzi­wa sce­na ro­dzin­na, tyl­ko że w ka­mie­niu i bez pra­wa gło­su.

FASADA BUDYNKU BRAMNEGO Z POSĄGAMI JERZEGO II I BARBARY BRANDENBURSKIEJ – JEDYNY ZWIĄZEK, W KTÓRYM SKRUSZENIE NAPRAWDĘ GROZI ROZPADEM

A to dopiero po­czą­tek. Nad gło­wa­mi ksią­żę­cej pa­ry roz­gry­wa się bo­wiem c­ały „se­rial ge­ne­alo­gi­czny” w dwóch rzę­dach. W gór­nym – dwu­na­stu pol­skich wład­ców, od le­gen­dar­ne­go Pia­sta aż po Bo­le­sła­wa Wy­so­kie­go, w dol­nym – dwu­na­stu ksią­żąt ślą­skich, pro­to­pla­stów Je­rze­go II, od Hen­ry­ka Bro­da­te­go po je­go wła­sne­go oj­ca, Fry­de­ry­ka II. Ca­łość wień­czy po­tęż­ny kar­tusz z her­ba­mi Kró­le­stwa Pol­skie­go – ma­ni­fest lo­jal­no­ści Je­rze­go wo­bec Ja­giel­lo­nów, sły­ną­cych, jak gło­si­ła opi­nia, ze swo­bo­dy oby­cza­jów. Moż­na po­wie­dzieć, że ksią­żę za­dbał, by je­go sym­pa­tia zo­sta­ła za­pi­sa­na nie w li­ście, lecz w ka­mie­niu – i to na ty­le mo­nu­men­tal­nie, że trud­no jej nie za­uwa­żyć.

FASADA Z „SERIALEM GENEALOGICZNYM” – DWUNASTU POLSKICH WŁADCÓW I DWUNASTU ŚLĄSKICH KSIĄŻĄT, KTÓRZY Z KAMIENNEJ LOŻY SPUSZCZAJĄ OKO NA LOSY POTOMKÓW

Do południowych mu­rów zam­ku przy­le­ga go­ty­cki ko­ściół ko­le­gia­cki św. Jad­wi­gi – świą­ty­nia, któ­ra przez bli­sko trzy stu­le­cia by­ła du­cho­wym ser­cem dwo­ru. To tu­taj czczo­no pa­tron­kę Ślą­ska, tu­taj od­by­wa­ły się uro­czy­sto­ści ro­dzin­ne ksią­żąt, a od XVI wie­ku tak­że osta­tnie ak­ty ich ziem­skie­go spe­kta­klu: po­chów­ki. W su­mie spo­czę­ło tu co naj­mniej 43 przed­sta­wi­cie­li dy­na­stii brze­sko-leg­ni­ckiej, czy­niąc z ko­le­gia­ty naj­więk­szą ne­kro­po­lię Pia­stów w ca­łej Pol­sce. Trud­no o bar­dziej wy­mo­wny do­wód, że hi­sto­ria ro­du na­pra­wdę koń­czy­ła się wła­śnie w tym miej­scu.

ARCHIWALNE FOTOGRAFIE KOŚCIOŁA ŚW. JADWIGI – GOTYCKIEJ ŚWIĄTYNI PRZY POŁUDNIOWYCH MURACH ZAMKU, PRZEZ WIEKI DUCHOWEGO SERCA DWORU I MIEJSCA, W KTÓRYM PIASTOWIE KOŃCZYLI SWÓJ ZIEMSKI SPEKTAKL

Nie wszystkie gro­by prze­trwa­ły – naj­star­sze, drew­nia­ne trum­ny nie wy­trzy­ma­ły pró­by cza­su – ale wciąż mo­że­my po­dzi­wiać kil­ka­na­ście mi­ster­nie wy­ko­na­nych sar­ko­fa­gów z mie­dzi i cy­ny. Spo­czy­wa­ją one dziś bez­pie­cznie w piw­ni­cach zam­ko­wych, gdzie pre­zen­to­wa­ne są wraz z pły­ta­mi epi­ta­fij­ny­mi i in­ny­mi obiek­ta­mi sztu­ki se­pul­kral­nej. To nie­zwy­kła ko­le­kcja – nie tyl­ko świa­de­ctwo kun­sztu daw­nych rze­mieśl­ni­ków, ale też ci­chy pom­nik dy­na­stii, któ­ra za­koń­czy­ła swój bieg, po­zo­sta­wia­jąc śla­dy w ka­mie­niu i me­ta­lu, trwal­sze niż sa­ma wła­dza.

MAUZOLEUM PIASTÓW ŚLĄSKICH – DYNASTIA, KTÓRA SWÓJ OSTATNI ROZDZIAŁ DOPISAŁA W MUZEALNYM PÓŁMROKU

STAN OBECNY


Najstarsze części zam­ko­we­go kom­ple­ksu to swo­isty miks sty­lów i epok: go­ty­cka Wie­ża Lwów i ko­le­gia­ta św. Ja­dwi­gi oraz frag­ment wscho­dnie­go skrzy­dła z ory­gi­nal­nym wy­stro­jem kil­ku sal, któ­rych skle­pie­nia i de­ko­ra­cje sztu­ka­to­rskie wciąż przy­po­mi­na­ją, że daw­na ar­chi­te­ktu­ra nie zna­ła po­ję­cia skrom­no­ści. W jed­nej z kom­nat za­cho­wa­ło się re­ne­san­so­we ma­lo­wi­dło z 1584 ro­ku – ge­ne­alo­gi­czne drze­wo Je­rze­go II. Trze­ba przy­znać, że jest to ory­gi­nal­na for­ma ga­le­rii ro­dzin­nej: sam ksią­żę z mał­żon­ką w cen­trum, a wo­kół nich cór­ki, sy­no­wie i ich żo­ny, wszy­scy uwie­cznie­ni w bar­wnych wi­ze­run­kach na ścia­nie. Za­miast ro­do­wej kro­ni­ki – ścien­na de­ko­ra­cja, któ­ra ja­sno da­wa­ła do zro­zu­mie­nia: Pia­sto­wie nie tyl­ko tu ży­li, ale i pla­no­wa­li trwać w pa­mię­ci na dłu­żej.

GENEALOGICZNE DRZEWO JERZEGO II – RODZINNA PAMIĘĆ 'WYKUTA' PĘDZLEM, NIE ATRAMENTEM

Obecnie w murach zam­ku dzia­ła Mu­ze­um Pia­stów Ślą­skich – in­sty­tu­cja, któ­rą moż­na tra­kto­wać ja­ko du­cho­wą spad­ko­bier­czy­nię ga­bi­ne­tu oso­bli­wo­ści stwo­rzo­ne­go przez Je­rze­go II. Ksią­żę gro­ma­dził w nim nie tyl­ko dzie­ła sztu­ki i rę­ko­pi­sy, ale tak­że cza­szki i roz­ma­ite oka­zy przy­ro­dni­cze – ze­staw iście re­ne­san­so­wy, w któ­rym eru­dy­cja spo­ty­ka­ła się z fan­ta­zją ko­le­kcjo­ne­ra. Co praw­da z daw­nej ko­le­kcji zo­sta­ły tyl­ko reszt­ki bi­blio­te­ki, ale moż­na uznać, że Brzeg i tak wy­grał – za­miast oglą­dać cza­szki, ma­my ca­łe mu­ze­um z praw­dzi­wą du­szą.

JEDNA Z RENESANSOWYCH SAL ZAMKOWYCH – ARCHIWALNE WNĘTRZE, KTÓRE DZIŚ LŚNI DZIĘKI CYFROWEJ CHARAKTERYZACJI

Dziś muzeum gra va banque na swo­im naj­mo­cniej­szym atu­cie – Pia­stach i hi­sto­rii Zie­mi Brze­skiej, tej za­pi­sa­nej w wy­ko­pa­li­skach i kro­ni­kach. Kul­mi­na­cją jest otwar­ta w 2004 ro­ku wy­sta­wa Me­mo­riae Pia­sto­rum Prin­ci­pum Si­le­siae. To tu spo­ty­ka­my XVI- i XVII-wiecz­ne sar­ko­fa­gi leg­ni­cko-brze­skiej li­nii dy­na­stii, a tak­że dwa­dzie­ścia ko­pii śre­dnio­wie­cznych na­grob­ków Pia­stów ślą­skich. Ca­ła ge­ne­alo­gia usta­wio­na w rów­nych rzę­dach – nie­mal jak de­fi­la­da wład­ców, ty­le że w wy­da­niu ‘na wie­ki wie­ków amen’.

PAMIĘĆ ZAMKNIĘTA W DESKACH I METALU – HISTORIA W NAJBARDZIEJ MILCZĄCEJ FORMIE

Muzeum może poszczycić się rów­nież uni­ka­to­wym zbio­rem me­da­li Pia­stów brze­sko-leg­ni­ckich – praw­dzi­wym klej­no­tem za­rów­no dla ko­ne­se­rów nu­mi­zma­ty­ki, jak i mi­ło­śni­ków pięk­nych rze­czy – a tak­że ko­le­kcją rzeź­by sa­kral­nej i ślą­skiej iko­no­gra­fii po­rtre­to­wej. Do­peł­nie­niem są od­re­stau­ro­wa­ne wnę­trza, w któ­rych re­gu­lar­nie go­szczą wy­sta­wy po­świę­co­ne dzie­jom mia­sta i re­gio­nu, sztu­ce śre­dnio­wie­cznej, sta­ro­dru­kom oraz ma­la­rstwu, two­rząc obraz miej­sca, w któ­rym prze­szłość zo­sta­ła upo­rząd­ko­wa­na, oca­lo­na i po­da­na w for­mie, któ­ra wciąż po­tra­fi za­chwy­cać.

KRUŻGANKI TAK PEŁNE AMBICJI, ŻE ZWYKŁE OPIERANIE SIĘ O PORĘCZ ZMIENIA SIĘ W GEST SYMBOLICZNY
Wstęp płatny – w koń­cu nie­co­dzien­nie oglą­da się sar­ko­fa­gi w tak do­bo­ro­wym to­wa­rzy­stwie.
Zamek zwie­dza się na wła­sną rę­kę; zwy­kle wy­star­czy oko­ło go­dzi­ny, by przejść przez wszyst­kie je­go za­ka­mar­ki.
Amatorskie fo­to­gra­fo­wa­nie wnętrz jest dziś do­zwo­lo­ne – wre­szcie skoń­czy­ła się epo­ka, w któ­rej apa­rat tra­kto­wa­no nie­mal jak za­gro­że­nie dla za­by­tków. Nie­ste­ty, pod­czas mo­jej wi­zy­ty za­kaz wciąż miał się do­brze, dla­te­go współ­cze­snych zdjęć wnętrz nie po­sia­dam i nie mo­głem się ni­mi po­dzie­lić na tej stro­nie.
Zwiedzanie zam­ku mo­żli­we jest wy­łącz­nie bez psie­go to­wa­rzy­stwa.

ZAMKOWY TEATR DROBIAZGÓW: GADATLIWE GARGULCE, SUROWY KAMIEŃ I LAMPY Z CHARAKTEREM

DOJAZD


Zamek wznosi się przy pla­cu Zam­ko­wym, za­le­dwie czte­ry mi­nu­ty spa­ce­ru na pół­no­cny za­chód od Ryn­ku.

Najwygodniej za­par­ko­wać na pla­cu Zam­ko­wym lub przy uli­cy Oław­skiej – oba miej­sca są do­słow­nie o krok od ce­lu.
Kiedyś wje­żdża­no tu kon­no, dziś wy­star­czy ro­wer – moż­na go bez prze­szkód wpro­wa­dzić na dzie­dzi­niec.

WARTO ZOBACZYĆ


W północnej części par­ku zam­ko­we­go, tro­chę jak nie­śmia­ła pa­mią­tka po daw­nych cza­sach, kry­je się Bra­ma Od­rzań­ska – je­dy­ny oca­la­ły re­likt re­ne­san­so­wych for­ty­fi­ka­cji Brze­gu. Z pia­sko­wca wy­ku­ta, przy­bie­ra kształt trium­fal­ne­go łu­ku, choć trium­fy ma już ra­czej za so­bą. Pół­ko­li­sta, bo­nio­wa­na ar­chi­wol­ta z her­bem mia­sta pod­trzy­my­wa­nym przez anio­ła przy­po­mi­na, że na­wet obro­na mo­gła mieć odro­bi­nę wdzię­ku. Kie­dyś strze­gła ba­stio­nu nad Odrą, dziś, prze­nie­sio­na w XIX wie­ku do par­ku, peł­ni ro­lę ma­lo­wni­czej de­ko­ra­cji – tro­chę jak daw­ny straż­nik, któ­ry prze­szedł na eme­ry­tu­rę wśród zie­le­ni.

BRAMA ODRZAŃSKA – DAWNY STRAŻNIK BASTIONU, DZIŚ NA EMERYTURZE W PARKU

Tuż obok zamku stoi ba­ro­ko­wy ko­ściół Pod­wyż­sze­nia Krzy­ża Świę­te­go, wznie­sio­ny przez je­zu­itów w la­tach 1734–1739 na miej­scu daw­ne­go kla­szto­ru do­mi­ni­ka­nów. Ni­by kla­sy­ka ga­tun­ku: jed­no­na­wo­wa bry­ła, ko­leb­ko­we skle­pie­nie , bo­ga­ty wy­strój. A po­tem tra­fia­my na pie­tę – i na­gle oka­zu­je się, że Mat­ka Bo­ska ma… praw­dzi­we, ludz­kie wło­sy. Moż­na się wzru­szyć, moż­na się prze­ra­zić, moż­na też po­my­śleć, że ba­rok miał w so­bie coś z te­atral­ne­go hor­ro­ru kla­sy B. Jed­no jest pew­ne: nikt nie wy­cho­dzi stąd obo­jęt­ny.

BAROK W PEŁNEJ KRASIE – OD KOLEBKOWEGO SKLEPIENIA PO NAJBARDZIEJ NIEPOKOJĄCY DETAL W MIEŚCIE

Kościół św. Mikołaja na­le­ży do naj­oka­zal­szych go­ty­ckich ba­zy­lik na Ślą­sku. Wznie­sio­ny na prze­ło­mie XIV i XV wie­ku i od­bu­do­wa­ny po wo­jen­nych zni­szcze­niach, za­chwy­ca smu­kło­ścią trzy­dzie­sto­me­tro­wej na­wy głów­nej. Brak ba­ro­ko­wych ozdób spra­wia, że wnę­trze wy­da­je się nie­mal asce­ty­czne, a przez to jesz­cze bar­dziej do­stoj­ne.

KOŚCIÓŁ ŚW. MIKOŁAJA – GOTYCKA WERSJA MINIMALIZMU, KTÓRA ROBI WRAŻENIE BEZ ZŁOTA I BAROKOWYCH EKSTRAWAGANCJI

W połowie drogi z zam­ku do ko­ścio­ła św. Mi­ko­ła­ja znaj­du­je się Ry­nek Głów­ny z re­ne­san­so­wym ra­tu­szem, wznie­sio­nym przez Ja­ku­ba Par­ra w cza­sach naj­wię­kszej świe­tno­ści mia­sta. Słyn­ny ar­chi­tekt, sku­szo­ny przez brze­ską ra­dę miej­ską so­wi­tym wy­na­gro­dze­niem, miał po­do­bno po­rzu­cić dla te­go zle­ce­nia pra­ce przy mo­der­ni­za­cji kró­lew­skie­go zam­ku w War­sza­wie – co sa­mo w so­bie naj­le­piej świad­czy o tym, że Brzeg mie­rzył wy­so­ko i pró­bo­wał do­rów­nać naj­więk­szym ośrod­kom swo­ich cza­sów.

RENESANSOWY RATUSZ – PAMIĄTKA CZASÓW, KIEDY BRZEG NIE TYLKO DOGANIAŁ TRENDY, ALE I WYPRZEDZAŁ KONKURENCJĘ

ZAMKI W POBLIŻU


LITERATURA


  1. A. Będkowska-Karmelita: Prze­wo­dnik po Zie­mi Opol­skiej, Al­ka­zar 2008
  2. L. Kajzer, J. Salm, S. Ko­ło­dziej­ski: Lek­sy­kon zam­ków w Pol­sce, Ar­ka­dy 2001
  3. P. Kozerski: Ślą­ski Wa­wel, Wy­da­wni­ctwo MS
  4. J. Lamparska: Zam­ko­we ta­je­mni­ce, Asia-Press 2009
  5. M. Perzyński: Dol­ny Śląsk - kra­ina zam­ków, ka­tedr i wul­ka­nów, WDW 2007
  6. M. Perzyński: Zamki, twier­dze i pa­ła­ce Dol­ne­go Ślą­ska i Opol­szczy­zny, WDW 2006
  7. A. Techmańska, M. Młynarska: Brzeg - sto­li­ca ślą­skich Pia­stów, Wy­da­wni­ctwo MS 2006