|
|
|
eoretycznie Porto jawi się jako raj dla miłośników zamków. Przewodniki wspominają o trzech tego typu obiektach, a często można liczyć dodatkowo na bonus w postaci atrakcyjnych murów obronnych lub jakieś sympatycznej wieży. Rzeczywistość, niestety, okazała się w tym przypadku bezwzględna. Z trzech widniejących na planach miasta "zamków" dwa okazały się niewielkimi fortami, a z trzeciego do dzisiejszych czasów nie zachowało się prawie nic.
azwa Castelo do Queijo (serowy zamek) genezę swą zawdzięcza skałom, na których wznosi się warownia i które ponoć wyglądem swym przypominają ser. Zbudowany na planie gwiazdy fort stoi nad samym brzegiem oceanu. Jest to obiekt wojskowy, ale - jak podają przewodniki - można wejść do środka. Podczas mojego pobytu w Porto trwały akurat szeroko zakrojone roboty publiczne - całe miasto było rozkopane, a okolice fortecy wyraźnie zniechęcały do odwiedzin.
| |
 |  |
|
koło 2 km na południe od serowego zamku, w miejscu, gdzie rzeka Douro wita się z oceanem, stoi Castelo da Foz. Jest to również fort, charakteryzujący się niesystematycznym rozplanowaniem i ładnymi, półkolistymi bastionami.
| |
|
o drugiej stronie Douro, w słynącej z wina porto dzielnicy Vila Nova de Gaja stoją (jeszcze) pozostałości średniowiecznego zamku. Ruiny wznoszą się na wysokim wzgórzu, skąd roztacza się wspaniały widok na miasto. Z warowni do dnia dzisiejszego pozostał jedynie kilkudziesięciocentymetrowej wysokości murek oraz fragment baszty. Całość znajduje się pod kluczem, który jest w posiadaniu uroczej przedstawicielki znanych na cały świat ze swej powalającej urody portugalskich niewiast (zdjęcie poniżej).
| |
|
|